nr. 82
VICTORIA, BC,
LISTOPAD 2017
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Sw. Mikołaj
Dom Polski
10 grudnia

Zabawa Sylwestrowa
Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Bibliotekarka
dyżurna


E.Caputa-
Dzien Niepodległości

w Domu Polskimę

E. Starosta-
Ojczyzna polszczyzna

język polski

S. Rdesiński
Flis

odrzański

W.A.Lasocki -
Pod znakiem
żubrai

w Białowieży

E.Kamiński-
Zapiski"

ciąg dalszy

Z.Kossak-
Andrzejki

i wróżby

E.Caputa-
Liście


W.Widział-
Na dwa głosy
z kanadyjskiej kuchni

Gravlax
z kanadyjskiej kuchni

Fotografika
i poezja-
Obywatele świata


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 37

Rozmaitości

Indeks autorów

Stefan Rdesiński

Flis

Dziennik z podróży - XXII Flis Odrzański 2017

PROLOG

Pierwszy raz usłyszałem o Flisie Odrzańskim w trakcie mojej wyprawy tratwą przez Polskę, w Ułanowie w 2014 roku, gdzie zrobiłem sobie przystanek w podróży i po dopłynięciu do Odry, zachwycając się przepływanym odcinkiem między Kostrzynem a Gryfinem postanowiłem, że cała Odra będzie następną zdobyczą mojej tratwy.
Życie weryfikuje plany, bo tamta wielka przygoda płynięcia z Sanoka do jeziora Dąbie przyniosła też przygodę następną i zdecydowanie mniej miłą w postaci niewielkiego ukąszenia kleszcza. Następny rok był pasmem spotkań z lekarzami różnych specjalności, szpitale... w końcu długie i intensywne leczenie. Tamten 2015 rok pamiętam jak przez mgłę.
W 2016 postanowiłem zbudować nową, bardziej mobilną tratwę, by zmniejszyć koszty transportu i dołączyć do 21-go już flisu. Wykonana próba na jeziorze odkryła mankamenty konstrukcji na parę dni przed flisem. Za późno na poprawki i podłamany psychicznie, a jednocześnie wściekły spakowałem plecak i za jedyne 80 zł, wsiadając w rejsowy autobus, wylądowałem w Czarnohorze na Ukrainie.
Zdecydowanie wcześniej powinienem odwiedzić te góry. Wróciłem w znacznie lepszym nastroju, by przygotować tratwę do następnego flisu.

SŁUPCA – KĘDZIERZYN - KOŹLE 21-06-2017

Tratwa oczekuje od wczoraj gotowa do załadunku. Przewoźnikiem będą moi sąsiedzi z ulicy. Sympatyczni bracia prowadzący niewielki zakład. Lubię korzystać z ich usług, bo są bezkonfliktowi i migiem rozwiązują wszelkie problemy. Widać po nich i fachowość, i życzliwość.
Zjawia się pierwszy załogant – Stach, przyjaciel jeszcze ze studenckich czasów. Będzie płynął do Wrocławia, gdzie zmieni go Jurek –były mój walet a potem współlokator z akademika. W Ścinawie wsiądzie Wojtek z którym pływałem już Wartą i w pamiętnym 2014 roku przez Polskę -kumpel od dziecka.
Zgodnie z przewidywaniami, żadnych problemów. Załadunek, transport, rozładunek… wszystko jak w zegarku. Do Mariny Lasoki trafiamy bez zarzutu kierując się gps-em w moim tablecie.
Miałem ogromną chęć wodować w Bohuminie, ale moja tratwa jest jednostką składaną i do rozłożenia potrzebuje 60 cm spokojnej wody i łagodnego slipu. Po rozmowach z organizatorami postanowiłem skorzystać z bardziej bezpiecznego dla mnie miejsca. Wybór padł na nieodległy Kędzierzyn - Koźle.
O 16-tej rozpoczynamy akcję rozkładania tratwy. Jednostka jaką zbudowałem składa się z trzech części: na środkowej zbudowany jest składany domek, dwie boczne części do których przymocowane są pływaki, połączone są zawiasami z częścią środkową i dla potrzeb transportu zamykane pod spód do wewnątrz. Tratwa ma wtedy szerokość 1.6 m i wys. 1.2m . W środku długości znajduje się zawias główny uruchamiany siłownikami.
Na dziobie zamontowałem siłowniki od mercedesa mające za zadanie wspieranie otwierania połaci, z tyłu wspomagają sprężyny.
Oba te urządzenia mają też za zadanie blokadę końcowego położenia zawiasów. Siłowniki pracują na bardzo małym ramieniu, więc próbuję siłownikiem ręcznym zastosowanym z przodu. Idzie wyjątkowo lekko od czasu do czasu dopompowując hydraulikę. Do pewnego krytycznego momentu, gdzie zaczyna działać i wspomagać otwieranie ciężar całej tratwy. Całe obciążenie przechodzi nagle na ów siłownik od mercedesa, który nie wytrzymuje i gnie się jak plastelina.
Tratwa w połowie otwarta, ale siłownik pogięty nie spełni roli blokady. Demontujemy drugi wspomagacz. Bierzemy się za otwieranie drugiej połówki samą hydrauliką. Hydraulice sił brak, o sobie już nie mówiąc. Kolejny oddech, kolejna próba, a tratwa ani drgnie. Czyżby sprężyny z tyłu zahaczyły o konstrukcję i uniemożliwiają otwarcie ? Demontujemy je niestety tak nieumiejętnie iż jedną topimy w wodzie.
Następna próba i znów bezcelowa. Decyduję się użyć ocalałego siłownika od mercedesa pompując hydraulikę. Nareszcie coś drgnęło i zapowiada sukces. Tuż przed krytycznym punktem sytuacja się powtarza. Siłownik gnie się, a tratwa zamiast się otworzyć niestety wraca do poprzedniego położenia z wiszącym kikutem siłownika. Zdaje się, że zakończyliśmy flis, przed jego rozpoczęciem –przebiega mi myśl.
- W zasadzie nie jest źle - rzuca Stach
- Spać mamy gdzie, bo jest fragment zadaszonego pomostu, jedzenie jest, bo zadbałem. Został nam tylko jeden mały problem – konstatuje
Zabrałem ze sobą połowę warsztatu, ale nie podnośnik farmerski, który sobie by poradził w chwilę zaledwie. W Kędzierzynie mam siostrę, szwagra i kilku znajomych. Miałem ich zaprosić wieczorem na grilla, ale zamiast tego trzeba będzie zafundować im inne zajęcie.
Dzwonię do szwagra…. Nic z tego, firma skasowała mu telefon po przejściu na emeryturę, a nowego jeszcze nie ma. Siostra nie odbiera. Zachował się telefon do „Małpy”
- Przyjedź, Markety jeszcze otwarte, może wyszukam coś w Castoramie.
Zjawia się niebawem i pakujemy uszkodzone podnośniki, szukamy marketu. Jakoś nic nie ma z sensownych rzeczy w żadnym ze sklepów, więc „Małpa” wiezie mnie do zaprzyjaźnionego ślusarza.
Przeglądam jego królestwo i znajduję tzw. podnośnik kolejowy. Trochę krótki, ale siła wystarczająca. Na jutro obiecuje mi naprawić moje pogięte (podnośniki) i oczywiście wzmocnić.
Wracamy do mariny i wkładając „kolejarza” między konstrukcję bez problemów otwieram drugą połowę tratwy. Podnosimy ściany domku i znów jakieś zacięcie. Oś głównego zawiasu przesunęła się w trakcie otwierania i zahaczyła o prowadnicę gnąc wodzik. Skrzywiona jest ściana boczna, prowadnica i wodzik, ale całość trzyma się przyzwoicie. Z pomocą młotka i wspomnianego „kolejarza” podnosimy domek. Jest już późno , więc dalsze roboty na jutro. Mamy na to przecież cały dzień.>

Cdn.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji