nr. 83
VICTORIA, BC,
Grudzień 2017
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Obiad Noworoczny
Dom Polski
14 stycznia

Zabawa Sylwestrowa
Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Bibliotekarka
Dyżurna


Z. Kossak-
Cicha Noc


S. Smolka-
W Wigilię

Bożego Narodzenia

Opłatek
tradycja

B.Ulewicz-
Camino

pielgrzymka

E.Kamiński-
Zapiski"

ciąg dalszy

S. Rdesiński
Flis

odrzański

A.Kurnicki-
Generał Rowny

wspomnienie

Orle gniazdo
polska legenda

Teleskop TMT
astronomia

Życaenia
świąteczne


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 38

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 38

Z Lucią Stefcią miała kłopot. Nie mogła jej zatrzymać przy sobie. Widziała w dziewczynie jakieś wzburzenie.
Przepych Gąbrowicz działał na Lucię jakoś dziwnie, jakkolwiek znała go już wcześniej i od dziecka przywykła do zbytku. Słodkowce również posiadały wspaniałe urządzenie, jednak inne. Mniej tam było stylu, mniej powagi i wielkości magnackiej, jaka tu wyzierała z każdego zakątka.
Na Luci to robiło wrażenie. Dziewczynka rozgorączkowana, podbiegła do Stefci i biorąc jej rękę, rzekła z naciskiem:
- Mam ci coś powiedzieć, ale tylko tobie.
Wilhelm Szeliga, trochę zły, odszedł na stronę. Lucia poprowadziła Stefcię na koniec alei do wielkiego wodospadu, skąd szeroki widok padał na zamek z tarasami, na trawniki, dywany, posągi i widną z daleka oszkloną pomarańczarnię. Tam Lucia stanęła, zakreślając w powietrzu wielkie koło i rzekła uroczyście:
_ Wspaniałe! Prawda.
Stefcia trochę zdziwiona spojrzała na nią.
- Wspaniałe? – Powtórzyła dziewczynka.
- Bardzo! – Odparła Stefcia, czując się sama pod wpływem majestatu płynącego z zamku.
Lucia z wypiekami na twarzy mocno ścisnęła rękę Stefci i zaczęła mówić przyciszonym głosem:
- Widzisz, może i ja będę miała kiedyś taki zamek, takie salony, park, tarasy. Będę miała przepych, wspaniałą rezydencję, bogactwa i tytuły. Takie życie jest przeznaczone dla mnie, a ja jestem przeznaczona do takiego życia.
- Dlaczego, to mówisz, Luciu? – Spytała Stefcia, niemile tknięta wybuchem dziewczynki.
- Ja opowiem! Oto przyszło mi na myśl, że tylko, że tylko w naszej sferze mogę mieć ten cały przepych. A ja go tak lubię. Gdybym wyszła za Edmunda nie miałabym setnej części tego, prawda? Jakiś tam skromny dworek o kilku pokojach otoczony jaśminem, z nasturcją na klombach. Nie posiadałabym salonów i Sali portretowej…, Bo cóż Prątniccy? Czy oni mogli mieć jakichś przodków? Jak to dobrze, że urodziłam się w naszej sferze…
- O zapewne, - odrzekła Stefcia z goryczą. – Toteż Opatrzność czuwała nad nim i nad Tobą.
- Nad nim? …Chyba tylko nade mną. Dla niego byłoby łaską Opaczności, gdyby się ze mną ożenił.
- Luciu, nie sądź innych miarą swej sfery i pieniędzy.
- Jak to, więc ja nie byłabym dla niego dobrą partią?
- Byłabyś bez wątpienia, ale ta świetna partia byłaby nieszczęściem, gniotła by go, dusiła. Ty wychowana w zbytkach, nie chciałabyś samego dobrobytu, on nie miałby, za co otoczyć cię przepychem, używałby na to twoich pieniędzy, co miłym nie jest; zresztą i one nie wystarczą na zaspokojenie twoich wymagań.
- Ale, moje arystokratyczne pochodzenie? Czy to mu nie wystarczy?
- Nie wiem. Mnie by to wystarczyło! Ale to zależy od osobistych poglądów. Może Prątnicki z tego był zadowolony…
- Na pewno, więcej ode mnie.
- A gdybyś go prawdziwie kochała?
- To nic nie znaczy. Ja miałabym tylko miłość, on wszystko. On zawsze by wygrał, a ja bym popełniła mezalians.
Stefcia zawołała z żalem:
- Ach Luciu, przypomnij sobie coś mówiła przed miesiącem: że jedynym Twoim pragnieniemjest zostać żoną Edmunda. Wiem, że to było dzieciństwo, że on nie wart prawdziwego uczucia, bo sam go nie posiada, ale jakże różne są twe zapatrywania, w tak krótkim czasie. A gdyby on miał wszelkie zalety, zasługiwał na szacunek i miłość twoją, czy i wówczas on by wygrał!? Powiedz!
- Pani mnie nie rozumiem. Ja mówię o partii, którą by zrobił, o tytułach, o pochodzeniu.
- Wiec osobista wartość człowieka nic nie znaczy, tylko pieniądze i sfera?...O moja Luciu. Masz tak mało lat, a już masz spaczone pojęcia.
- To nie są spaczone, tylko nasze – odrzekła Lucia z dąsem.
- Winszuję. Jeśli teraz tak myślisz to, co będzie potem?
- Nigdy więcej nie popełnię takiego głupstwa, żeby się zakochać w człowieku nie z naszej sfery.
- O tak? Powinnaś sobie tego raz na zawsze zabronić, bo takie głupstwa często się źle kończą.
Tyle smutku i żalu brzmiało w głosie Stefci, że Lucia spojrzała na nią badawczo. Nagle rzuciła jej ręce na szyję i zawołała przymilnie:
- Nie gniewaj się na mnie, proszę!
- Nie gniewam się, ale mi przykro.
- Za pana Edmunda?...
- Nie za Edmunda, tylko, że ty jesteś taka przesiąknięta podobnymi zasadami.
- To Głębowicze maja na mnie taki wpływ. Szczęśliwy Waldi.

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji