nr. 84
VICTORIA, BC,
Marzec 2018
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

100 lecie
niepodległości

Dom Polski
zaprasza do
współpracy

Wielkanocne
"Jajeczko"

Dom Polski
25 marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

T.Gierymski-
Uri Orlev


I. Tomaszewski-
pewien wywiad

z A. Holland

J.Ficowski
Pieśn Boleści

Holokaust

z Konsulatu-
Oswiadczenie
Rzecznika RP

ustawa o IPN

P.Osęka-
Marzec 68

50 rocznica

E.Kamiński-
Zapiski"

ciąg dalszy

S. Rdesiński
Flis

odrzański

E. Caputa-
Lala Koehn

wspomnienie
poetki

Z.Peszkowski
Młoda Polska
ruch artystyczny

Młoda Polska
w Galerii Stron

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 39

Rozmaitości

Indeks autorów

Jerzy Ficowski

Pieśn boleści


Wśród setek tysięcy więźniów obozu koncentracyjnego, jakim było, otoczone murami w latach okupacji, getto warszawskie, przebywał wraz z żoną i trzema synami, uciekinier z Łodzi, wybitny poeta i dramaturg piszący w języku jidisz i po hebrajsku, Icchak Kacenelson (1886-1944). Znany był szeroko przed wojną wśród żydowskich rzesz czytelników, jako autor wierszy i sztuk scenicznych dla dzieci, z którymi jako nauczyciel i pedagog związany był przez wiele lat. Jego twórczość tchnęła humorem i optymizmem. W chwili wybuchu wojny miał pięćdziesiąt trzy lata, w chwili śmierci w komorze gazowej Auschwitz, niespełna pięćdziesiąt osiem.
Dziś Icchak Kacenelson jest znany przede wszystkim, jako autor „Pieśni o zamordowanym żydowskim narodzie”. To dzieło literatury martyrologii chyba najbardziej wstrząsające, spośród tych, które przetrwały z wielkiego cmentarzyska. Napisane przez człowieka stojącego na krawędzi masowego grobu, w gorączkowym obłędnym pośpiechu, aby zdążyć przed śmiercią, która była nieunikniona. Pieśń boleści, która jest niemym śpiewem skazanych na śmierć ludzi.


Oto poemat „O bólu mój” pochodzący z tomiku „Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie” Icchaka Kacenelsona (tłum. Jerzy Ficowski, Warszawa, Czytelnik 1986.)



Icchak Kacenelson

O bólu mój

(…) Jam jest ten, który to widział,
co przyglądał się z bliska,
Jak dzieci, żony i mężów
i starców mych siwogłowych
Niby kamienie i szczapy na wozy,
oprawca ciskał i bił bez cienia litości,
lżył nieludzkimi słowy.
Patrzyłem na to zza okna,
widziałem morderców bandy –
O, Boże, widziałem bijących
i bitych, co na śmierć idą…
I ręce załamywałem ze wstydu…
wstydu i hańby –
Rękoma Żydów zadano śmierć
Żydom – bezbronnym Żydom!
Zdrajcy, co w lśniących cholewach
biegli po pustej ulicy
Jak ze swastyką na czapkach –
z tarczą Dawida, szli wściekli
Z gębą, co słowa im obce
kaleczy, butni i dzicy,
Co nas zrzucali ze schodów,
którzy nas z domów wywlekli.
Co wyrywali drzwi z futryn,
gwałtem wdzierali się, łotrzy,
Z pałką wzniesioną do ciosu –
do domów przejętych trwogą.
Bili nas, gnali starców,
pędzili naszych najmłodszych
Gdzieś na struchlałe ulice.
I prosto w twarz pluli Bogu.
Odnajdywali nas w szafach
i wyciągali spod łóżek,
I klęli: „Ruszać, do diabła,
na umschlag, tam miejsce wasze!”
Wszystkich nas z mieszkań wywlekli,
potem szperali w nich dłużej,
By wziąć ostatnie ubranie,
kawałek chleba i kaszę.
A na ulicy – oszaleć!
Popatrz i ścierpnij, bo oto
Martwa ulica, a jednym
krzykiem się stała i grozą –
Od krańca po kraniec pusta,
a pełna, jak nigdy dotąd –
Wozy! I od rozpaczy,
od krzyku ciężko jest wozom…
W nich Żydzi!
Włosy rwą z głowy i załamują ręce.
Niektórzy milczą – ich cisza
jeszcze głośniejszym jest krzykiem.
Patrzą… Ich wzrok… Czy to jawa?
Może zły sen i nic więcej?
Przy nich żydowska policja –
zbiry okrutne i dzikie!
A z boku – Niemiec z uśmiechem
lekkim spogląda na nich,
Niemiec przystanął z daleka
i patrzy – on się nie wtrąca,
On moim Żydom zadaje
śmierć żydowskimi rękami! (...)

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji