nr. 84
VICTORIA, BC,
Marzec 2018
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

100 lecie
niepodległości

Dom Polski
zaprasza do
współpracy

Wielkanocne
"Jajeczko"

Dom Polski
25 marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

T.Gierymski-
Uri Orlev


I. Tomaszewski-
pewien wywiad

z A. Holland

J.Ficowski
Pieśn Boleści

Holokaust

z Konsulatu-
Oswiadczenie
Rzecznika RP

ustawa o IPN

P.Osęka-
Marzec 68

50 rocznica

E.Kamiński-
Zapiski"

ciąg dalszy

S. Rdesiński
Flis

odrzański

E. Caputa-
Lala Koehn

wspomnienie
poetki

Z.Peszkowski
Młoda Polska
ruch artystyczny

Młoda Polska
w Galerii Stron

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 39

Rozmaitości

Indeks autorów

Edward Kaminski

Przegra wojnę głupi malarz
zapisków ciag dalszy

Jak dotąd sowieckie “szczekaczki” propagandowe na każdej mijanej stacji kolejowej, ogłaszały, że bitwa o Moskwę przebiega znakomicie. Nasi biją “Fryca” (przezwisko Niemca) na każdym kroku. Ani słowa o tym jak te “Fryce” dotarły tam tak, blisko, że w soczewkach lornetek widać było już wieże Kremla. Wizualne oznaki walk ukazały nam się dopiero w Omsku - niemal 2250 kilometrów od stolicy. Zaskakiwała niezwykła ilość czerwonoarmiejców kuśtykających o kulach na jednej nodze, jakby tu obcinano dolne kończyny taśmowo. Żal było młodych, okaleczonych żołnierzy - wspominał Stanisław. Wkrótce współczucie nieco nam ostygło na widok jak zorganizowani otaczali w tłumie grupy pasażerów na dworcu. W sztucznie wzmożonym tłoku rabowali, co im w ręce wpadło. Raz po raz ktoś łapał się za wybebeszoną kieszeń. Służba porządkowa nie reagowała. Któż zresztą odważyłby się zadrzeć z kalekimi gierojami Sowieckoho Sojuza. Do pewnego stopnia obserwacja tej bandy urozmaicała czas oczekiwania na odjazd naszego transportu.
Omsk, największe miasto po Nowosybirsku po wschodniej stronie Uralu, u zbiegu rzek Irtyszu i Om, na terenie znanym z gwałtownych burz śnieżnych i piaskowych. W czasach panowania miłościwych carów, był głównym Centrum Syberyjskich zesłań. Tu uwięziono wybitnego, nieprawomyślnego, pisarza Fiodora Dostojewskiego, początkowo skazanego na śmierć. Ułaskawienie car-skie, zamienione na 4 lata ciężkich robót przyszło w ostatniej chwili przed egzekucją. (Oczekiwanie na wykonanie wyroku Dostojewski opisał w powieści Idiota 1868).
Miasto było też sławne, jako główna kwatera anty bolszewickiej armii admirała Aleksandra Kołczaka w 1918 roku i rewolucji wznieconej przez ugrupowania socjalistyczne, zakończone śmiercią 500 rebeliantów. Kołczak musiał cieszyć się pełnym zaufaniem cara, skoro powierzył mu strzeżenie dużej części rezerw złota carskiego skarbu, transportowanego z Kazania do Omska. W nie jasnych okolicznościach zaginęło 250 milionów rubli w złocie, znaczna porcja skarbu. Krążące na ten temat legendy mówią, że zanim armię Kołczaka wyparli z miasta bolszewicy, Admirał zakopał złoto w pobliskiej tajdze. Potwierdził to jeden z żołnierzy, Estończyk, Karl Purrok, który służył w syberyjskich oddziałach jego armii. Odnaleziony przez NKWD i sprowadzony na miejsce rzekomego ukrycia złota w pobliżu stacji kolejowej Komarowo, nie był w stanie wskazać dokładnie miejsce. Po kilkakrotnym przekopaniu terenu z poszukiwań zrezygnowano Ponoć jednak poszukiwania trwają nadal. Na wszelki wypadek NKWD zesłało do gułagów wszystkich w rejonie parających się różdżkarstwem, pomocnym przy ustaleniu miejsca do budowy studni. Zalecano, więc naszym unikanie tego tematu w rozmowach w nieznanym środowisku.
Góry śmieci, opakowań, połamanych desek zalegały na zabłoconych ulicach. To pozostałość pośpiesznej ewakuacji, w ucieczce przed postępującym frontem. W krótkim czasie do Omska przeniesiono 60 szpitali, instytucji szkolnych i naukowych, teatry, muzeum, biuro projektowe czołgów, dziesiątki przemysłowych firm. Przybyło kilka tysięcy uciekinierów. Nie czekając na pośpiesznie wznoszone hale produkcyjne zakładów lotniczych Tupolewa, czteromiejscowy, średni bombowiec szturmowy Tu-2 montowano, dzień i noc pod gołym niebem. Tu-2 zaprojektowali więźniowie NKWD w Centralnym Biurze Konstrukcyjnym. Podobno projektantami byli też Polacy. Niebezpiecznie było się dopytywać. Wszystko było objęte najwyższą tajemnicą.
To był trudny czas dla mieszkańców. Większość mężczyzn była już na froncie. Niezależnie od opadów śniegu i mroźnych wiatrów pracowały kobiety i nieletni nie mając żadnego doświadczenia pracy w przemyśle. Wielu z nich po skończonym dniu pracy w montowni, szło na dworzec kolejowy do pomocy przy wyładunku, do instalacji maszyn i budowy hal produkcyjnych. W rezultacie takich warunków - jak później okazało się - niektóre bombowce nie mogły wystartować na lotniskach.
Im bliżej było do Kujbyszewa tym tłok na stacjach kolejowych zagęszczał się. W Czelabińsku, o krok do celu - z grubsza tylko 700 kilometrów - było już “zatwardzenie”. To młodzieńcy z rodzin “dobrowolnie” przesiedlonych do kołchozów w Kazachstanie ze wschodnich połaci Polski. Nie mogąc się doczekać oficjalnego zwolnienia z tej “dobrowolności” i niezbędnych przepustek, porzucili pracę. Za nimi masowo ruszyły niedobitki ich rodzin. Kobiety i dzieci też chciały dołączyć się do wojska polskiego. Sęk w tym, że decyzję podejmowano zbyt pochopnie. Coraz trudniej było wywinąć się kontroli. Wielu z tych desperatów zatrzymano i siłą wcielono do frontowych brygad roboczych, a następnie do Armii Czerwonej, uzupełniając nimi ubytki w zabitych i rannych.
W Czelabińsku łatwiej było dostać osławiony propagandowo czołg T -34 za pól litra wódki niż kupić bochenek chleba. Gdzie okiem sięgnąć żelastwo te zalegało okolice dworca w oczekiwaniu na transport do miejsca walk. Na pierwszy rzut oka czołgi wyglądały imponująco. Dopiero w polskim obozie wojskowym nowo przybyli dowiedzieli się, że są przykładem topornej produkcji radzieckiego przemysłu zbrojeniowego i największą ich zaletą jest ilość a nie, jakość. Obawialiśmy się, - wspominał Stanisław - że na długo zablokują naszą kolejkę do wyjazdu z “Tankogradu” (tak powszechnie nazywano tam Czelabińsk - ośrodek produkcji czołgów). Na szczęście przepuszczono nas w pierwszej kolejności.

“Zapasowa” Moskwa
Upragniony Kujbyszew okazał się najbardziej strzeżonym miejscem ze wszystkich dotąd mijanych. Już na dworcu przysłowiowa mysz nie przecisnęłaby się przez dziesiątki punktów kontroli dokumentów. Bez urzę-dowego skierowania nie wpuszczano do miasta. Okazało się, że Kujbyszew na wypadek wtargnięcia Niemców do Moskwy miał być zapasową stolicą Kraju. Przeniesiono tu w październiku wszystkie, najważniejsze placówki rządowe i dyplomatyczne.(Powróciły dopiero w 1943 roku).
Początki Samary, której Sowieci zmienili nazwę na Kujbyszew w 1935 roku sięgają lat 1586. Na lewym, wysokim brzegu Wołgi, wzniesiony fort był punktem obronnym przed nomadami, kontrolującym wolny spływ rzeki od Kazania do Astrachanu. Poprzednio teren znany był, jako gniazdo piratów. Podczas II wojny światowej miasto było już dużym ośrodkiem produkcji amunicji, broni i samolotów, między innymi słynnych Ił-2. Wyposażony w 4 karabiny maszynowe na skrzydłach i rakiety po skrzydłami przeznaczony był do zwalczania celów naziemnych. Nazywano go latającym czołgiem, ponieważ kilku milimetrowy pancerz chronił pilota, silnik i zbiorniki paliwa.
Warto dodać, że do dnia wybuchu wojny wyprodukowano tylko 249 maszyn, ale zaledwie 18 z nich wzięło udział w walce, nie wyrządzając wiele szkód przeciwnikowi, ponieważ nie było lotników przeszkolonych w pilotażu tych maszyn. Seryjna produkcja IŁ-2 ruszyła po słowach zachęty samego Stalina. Między innymi użył zwrotu: “ostrzegam po raz ostatni”. W czasie wojny wyprodukowano ponad 30 000 egzemplarzy tych samolotów.
Na początku roku 1942 zaczęto budować głęboko, 37 metrów pod miastem, wielce tajny bunkier dla Stalina.
Wraz z innymi do Kujbyszewa ewakuowano z Moskwy polską ambasadę. Podstawowym zadaniem jej były starania o uwolnienie z łagrów i więzień polskich obywateli. Pomimo zawarcia układu wiele zależało od dobrej woli radzieckich władz terenowych, a te nie zawsze były skore do uławiania procedury. Ambasador, profesor Stanisław Kot, człowiek dużej energii, dwoił się i troił by 20 polskich delegatur utworzonych na terenie ZSRR, zatrudniających blisko 3000 pracowników działało sprawnie. Formowanie polskiego wojska w Związku Radzieckim graniczyło z urojonym wytworem fantazji. Brakowało wszystkiego: żywności, sprzętu, ciepłej odzieży, mundurów i butów. Trzeba jednak przyznać, że w podobnych warunkach formowano jednostki Armii Czerwonej. Zapewne Sowieci nie przypuszczali, że aż tylu Polaków przeżyje łagry, bo ilość rodaków ściągających do punktu mobilizacyjnego zaskoczyła władze radzieckie. Na przykład z 10 tysięcy Polaków zesłanych na Kołymę przeżyło tylko171 osób. Z pośród 3 tysięcy na Czukotce nie przeżył nikt.
Przybywający w łachmanach, wychudzeni, pokryci wrzodami, skrajnie wyczerpani, budzili poważne wątpliwości czy uda się z nich jeszcze zrobić wojsko. Nie zgłaszało się kilkanaście tysięcy oficerów, którzy w 1939 roku trafili do sowieckiej niewoli. Czy aby to tylko przypadek? Stalin i jego ekipa twierdzili, że zwolniono wszystkich. Przyparty natarczywymi pytaniami Sikorskiego podczas jego wizyty w ZSRR, generalissimus sugerował, że poszukiwani zbiegli do Mandżurii. Dwa lata później w Katyniu odkryto masowe groby oficerów zamordowanych strzałem w tył głowy. Rozkaz egzekucji wydali po społu: Stalin i Ławrientij Beria
Nie było okazji do bliższego poznania Kujbyszewa. Wprost z dworca wszystkich Polaków z transportu przewieziono pod eskortą do mobilizacyjnego punktu zbornego. Tam po kilku godzinach urzędowej odprawy, znów przewieziono na dworzec i odprawiono do pobliskiego, zaledwie 150 kilometrów, obozu Polskich Sił Zbrojnych w Buzułuku. Nazwa brzmiała podniośle i zachęcająco. Realia na miejscu nieco mniej.
W Buzułuku, typowym drewnianym miasteczku, bieda z nędzą rzucała się w oczy. Na dwóch uliczkach zachowały się resztki bruku. W czasie chwilowej odwilży wszędzie błoto po kostki. Klimat był nieprzyjazny. Już na początku zimy temperatura spadała do poniżej minus 30 stopni C. Miasteczko przepełniło się przybyszami do granic możliwości. Nie było już wolnych kwater. Jedynie, co pozostało to zajęcie miejsca w polowym namiocie. Kto nie zamarznie - mówiono - będzie żył długo, może nawet do końca wojny. W nocy nakrywano się plandekami, tekturą po opakowaniach, nawet kawałkami papy pozostawionymi po naprawie dachu - byle do rana. Nikt się nie mył ani zmieniał bieliznę. Było swojsko-smrodliwie. Z braku butów wielu okręcało nogi szmatami, w nich chodzili i spali aż do wiosny.
Jedynym, jako tako ciepłym miejscem był barak, w którym prowadzono zajęcia szkoleniowe i odprawy informacyjne. Aż dziw bierze jak ludzie garneli się tam do wiedzy, by przy okazji uciąć parominutową drzemkę na stojąco. Kto chciał słuchać mógł dowiedzieć się wiele o aktualnej sytuacji na froncie z prasówek opartych o niezależne źródła informacyjne. W pociągu do Kujbyszewa - mówił Stanisław - wiedzieliśmy tylko, że niezwyciężona Armia Czerwona nieustannie bije “Fryców”. Teraz nadrabiałem zaległości o toczącej się wojnie, które do łagrów nie docierały.
Hitler uważał się za geniusza politycznego i militarnego. Pomimo, że toczył w tym czasie bitwę o Anglię, wbrew opinii doradców zdecydował zaatakować ZSRR - dotychczasowego sojusznika. Pakt Ribbentrop - Mołotow w 1939 roku, zapewniający o wzajemnej nieagresji, pękł jak bańka mydlana. Głównym założeniem operacji “Barbarossa” (czytaj napadu) był Blitzkrig - błyskawiczne zniszczenie Armii Czerwonej, ostateczne ustalenie natarcia na linii Uralu. Wszystko jeszcze przed zimą. Zgromadzone zapasy paliwa dla zmotoryzowanych jednostek: ciężarówek, czołgów i transporterów, łącznie 500 tysięcy pojazdów, miały wystarczyć tylko na 3 miesiące. Hitler liczył, że przed tym czasem opanuje donieckie pola naftowe.
Hitlerowska nawała ruszyła z impetem 22 czerwca 1941 roku, od Bałtyku po Karpaty. Największa operacja lądowa w historii. Blisko pięć milionów żołnierzy w 164 dywizjach, w tym 135 niemieckich i 29 sprzymierzonych, wyposażonych w ponad 3600 czołgów, w blisko 12700 dział, moździerzy i 2900 samolotów. Wszystkie dywizje podzielono na 3 niezależne od siebie grupy.
1) Armia “Północ” - do podboju terenów nadbałtyckich z Leningradem; 2) Armia “Środek” miała opanować Mińsk, Smoleńsk i Moskwę; 3) Armia “Południe” po zajęciu Kijowa na Ukrainie zdobyć Zagłębie Donieckie z tamtymi polami naftowymi.

Pojedynek “geniuszów”
Drugi geniusz polityczny i militarny skupiony nad swoim planem napadu na niemieckiego “sojusznika”, zlekceważył doniesienia wywiadu o planie “Barbarossa”. Przegapił nawet podaną mu dokładną datę ataku. Geniusz zaskoczył geniusza. W skutek nieopracowanej i niepodjętej na czas kontrofensywy już pierwszy dzień przyniósł gigantyczne straty w ludziach i sprzęcie. Na 66 lotniskach radzieckich masowe naloty Luftwaffe zniszczyły 2000 samolotów, podczas gdy Niemcy stracili tylko 61, a Rumuni 11 samolotów. Usiłowanie zatrzymania natarcia w drugim dniu uniemożliwiła fatalnie zorganizowana łączność z poszczególnymi armiami radzieckimi. Rozkazy wydawane w sztabie frontu północno-zachodniego, docierały do sztabów korpusów z opóźnieniem do 24 godzin. W chaotycznej ewakuacji, w panicznej ucieczce sowieckich wojsk, porzucano po drodze wiele sprawnego sprzętu, samolotów, pojazdów z powodu braku paliwa i amunicji. Czołgi generała Guderiana parły naprzód nie napotykając na większy opór. Niemcy na wszystkich kierunkach mieli przewagę, zbliżali się do Moskwy. Zdobycie stolicy kraju Hitler uważał za jedno z najważniejszych operacji strategicznych w tej wojnie. W warszawie w tym czasie na ulicach śpiewano skocznie:

Siekiera, motyka, piłka alasz
Przegra wojnę głupi malarz!

I rzeczywiście, bitwa pod Moskwą była pierwszym nieudanym szturmem, który znacznie przyczynił się do klęski byłego malarza pokojowego. >

Cdn.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji