nr. 84
VICTORIA, BC,
Marzec 2018
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

100 lecie
niepodległości

Dom Polski
zaprasza do
współpracy

Wielkanocne
"Jajeczko"

Dom Polski
25 marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

T.Gierymski-
Uri Orlev


I. Tomaszewski-
pewien wywiad

z A. Holland

J.Ficowski
Pieśn Boleści

Holokaust

z Konsulatu-
Oswiadczenie
Rzecznika RP

ustawa o IPN

P.Osęka-
Marzec 68

50 rocznica

E.Kamiński-
Zapiski"

ciąg dalszy

S. Rdesiński
Flis

odrzański

E. Caputa-
Lala Koehn

wspomnienie
poetki

Z.Peszkowski
Młoda Polska
ruch artystyczny

Młoda Polska
w Galerii Stron

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 39

Rozmaitości

Indeks autorów

Stefan Rdesiński

Flis 2017
odcinek trzeci

Dziennik z podróży - XXII Flis Odrzański 2017

OPOLE 150 km - CHROŚCICE 169,2 km 25-06-2017
Łódki wyszły z rana. My wstajemy bez pośpiechu, bo przed dziesiątą nie mamy, co robić. W marinie cisza. Pojawia się tylko starsze małżeństwo, które było przywitać nas i wczoraj. On –konstruktor jachtowy – ona moja krajanka (też ze Słupcy), więc z sentymentem patrzy na nazwę mego macierzystego portu. Trochę rozmawiamy, ale i oni w końcu opuszczają marinę. U Fachowców zjawiamy się punktualnie, ale Hans jeszcze z turbinką nie dojechał. Przeczekujemy w pobliskiej knajpce i po jakimś czasie widzimy nadjeżdżający skuter. - Mam! Dostałem! - Krzyczy. Biorą się za silnik, składają, uruchamiają, … ale efektu nie ma. Ponowna rozbiórka i sprawdzanie i … turbinka okazuje się nie pasować. Za luźna i klin nie zahacza. - Spróbuję na starą – mówi starszy, więc znów montaż i uruchamianie ze skutkiem jak poprzednio. Rozważamy ze Stachem kupno silnika od Hansa. Stach chce mnie kredytować, ale nie uśmiecha mi się następny kredyt, zwłaszcza, że od czasu nowej władzy inwestycje stanęły i nowych zamówień nie mam. Jest jeszcze silnik u znajomego Słupcy. Hans trzyma w ręku wymontowaną turbinkę i coś mruczy pod nosem. - Chyba miałem taką w łapach, wydawała mi się za duża, ale mogła być ta. Muszę jeszcze raz pojechać i sprawdzić. Kawałek drogi za Opolem, więc potrwa. Przyjdźcie o 15-tej – kończy. Wracamy do siebie raczej w minorowych nastrojach. Nadal nic nie wiemy. Flis się oddala, bo dziś już ich nie dogonimy. Trzeba załatwiać alternatywny silnik, nawet, jeżeli ten zrobią, to będziemy mieli zapasowy. Silnik odległy o 300 km trzeba jakoś sprowadzić i to jak najszybciej. - Mam bratanka Roberta w Kaliszu, który jest serwisantem - mówi Stach - Zapytam, czy może sobie na jutro zmienić trasę i region obsługi. Ty dzwon po silnik, czy dostępny, „od ręki”. Po chwili mamy odpowiedzi. Robert może nam dostarczyć silnik na 10-tą do Opola lub w pobliże, ale musi go mieć w Kaliszu do godz. 22-giej. Paweł od silnika wczasuje nad jeziorem, ale o 17- tej zjedzie to zadzwoni po fachowca, który go zdemontuje z jego tratwy. Moja żona odbierze z Firmy Pawła silnik i dostarczy do Kalisza odległego zaledwie o 70 km. Uruchamiamy cały wymyślony plan, czekając na rozwój wydarzeń. Jeszcze przed 15-tą zjawiamy się po drugiej stronie rzeki. Zjawia się i Hans, który tym razem zabrał ze sobą starą turbinkę na wzór. Kolejne składanie, uruchamianie … silnik daje wodę jakby zmienił się w motopompę. Jesteśmy uratowani. Krótka jeszcze wymiana zdań o konserwacji silnika i ew. pośrednictwa przy zakupie nowego. Regulujemy należność, która jak na zawaloną sobotę i niedzielę przez dwie osoby wydaje się być symboliczna i ładując na wypożyczony przez Hansa wózek cały dobytek wędrujemy przez most do naszej tratwy.
- Pozdrówcie ode mnie Szefera! - Słyszymy jeszcze odchodząc krzyczącego Hansa - Z pewnością! Odkrzykujemy. Zajmuję się podłączeniami i przygotowaniem do wyjścia, gdy Stach odprowadza wypożyczony wózek, przynosząc w drodze powrotnej zapomniane przez nas wiosło. Wyruszamy bezzwłocznie i o 16-tej przekraczamy już pierwszą opolską śluzę. Do Oławy mamy 42 km i raczej małe szanse dojścia w dniu dzisiejszym, ale sporo możemy nadgonić. Stach wykonuje telefon do gościa, który zaproponował transport silnika – dziękując. Ja odbieram telefon od organizatorki. - Jak u was? – pyta.
- Jesteśmy w trasie. Pogoda sprzyja a silnik jak nowy. Gonimy was, ale pewnie dzisiaj nie damy rady.- odpowiadam - Zwróćcie uwagę na „Żółwia II”. Musieliśmy go zostawić, bo nas spowalniał. -Dajcie znać jak go spotkacie - dodaje. W Dobrzeniu na 164 km mija godz. 18-30. O 19- tej jesteśmy za śluzą i na lewym brzegu widzimy coś na kształt żelazka bez rączki, przyczepionego do wysokiego larsena. To „Żółw II” z jego kapitanem. Siedzi facet smutny na stołku dzierżąc linę w dłoni. - Żyjesz ? – potwierdza zaledwie kiwnięciem głowy, co oznacza, że życie jeszcze się w nim tli. - Co jest? – Pytam, - siilnik siadł. Drugi za słaby, slipuję. - Na tym larsenie prędzej się powiesisz niż wyslipujesz. Łap cumę i wiąż. Dociągniemy cię do jakiegoś slipu. Tu nic nie zdziałasz – dodaję Wiążemy cumę i i uruchamiamy silniki na obu tratwach. Może i ma słaby, ale zawsze doda prędkości. Oglądam się do tyłu i poznaję tę tratwę. Mocno opóźniona wchodziła wczoraj do Mariny w Opolu. Nie zdążyłem się jej dokładnie przyjrzeć, bo sam miałem kłopoty. Teraz się przyglądam i podziwiam faceta. Samotnie na czymś takim… przy takich ludziach czuję się normalny. Tuż przed śluzą w Chrościcach widzimy dogodny slip na prawym brzegu. Wchodzimy do otwartej już śluzy o 20-30 i tu zamierzamy nocować. Wieczorem spotykamy się wszyscy na „Szuszfolu”. - Jutro będziemy mieli nowy silnik 7,5 km –mówię do gościa z „Żółwia II” - Nasz chodzi jak nowy, więc do czasu możemy cię ciągnąć, później pójdziesz samodzielnie na pożyczonym, byle dogonić flis. Postanawiamy wyjść o 6- tej. O tej godzinie zazwyczaj są najlepsze warunki. Zmniejszoną prędkość nadrobimy czasem. „Żółw II” ma namiocik, my wygodne koje.

Cdn.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji