nr. 84
VICTORIA, BC,
Marzec 2018
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

100 lecie
niepodległości

Dom Polski
zaprasza do
współpracy

Wielkanocne
"Jajeczko"

Dom Polski
25 marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

T.Gierymski-
Uri Orlev


I. Tomaszewski-
pewien wywiad

z A. Holland

J.Ficowski
Pieśn Boleści

Holokaust

z Konsulatu-
Oswiadczenie
Rzecznika RP

ustawa o IPN

P.Osęka-
Marzec 68

50 rocznica

E.Kamiński-
Zapiski"

ciąg dalszy

S. Rdesiński
Flis

odrzański

E. Caputa-
Lala Koehn

wspomnienie
poetki

Z.Peszkowski
Młoda Polska
ruch artystyczny

Młoda Polska
w Galerii Stron

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 39

Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Caputa

Poezja Lali Koehn

Jak wielu innych tułaczy wypędzonych z rodzinnych stron przez II wojnę, życie Lali Heine Koehn, kanadyjskiej poetki o polskim sercu obfituje w wydarzenia nadzwyczajne. Dzieciństwo spędza w Zakopanym, gdzie jej ojciec jest lekarzem. Jako młoda dziewczyna przeprowadza się wraz z rodzicami i trójką rodzeństwa do Niemiec. Lala studiuje prawo i śpiew operowy na wyższych uczelniach w Monachium. Niewiele wiemy o jej życiu po wybuchu II wojny. Echa wojennych przeżyć przebrzmiewają jednak w jej poezji Po wojnie z rodziną przyjeżdża do Kanady. Najpierw mieszka w Saskatoon, a następnie w Victorii, w Brytyjskiej Kolumbii. Przez wiele lat trudno jej jest się zakorzenić w nowym kraju. Jest matką piątki dzieci, ale pali się w niej żar twórczej pracy, któremu daje upust w różnych dziedzinach: maluje, gra na instrumentach, pisze wiersze i studiuje.
Czuje się jednak skromnym narzędziem, które przekazuje słowa
Tomik “Portraits” w 1977, - debiut poetycki ukazuje się w trakcie gdy Lala studiuje literaturę na Uniwersytecie w Saskatoon. Wkrótce, bo w 1979, ukazuje się kolejny tomik “Sandpoems”. W sumie jest autorką 10 tomów poetyckich. Jej wiersze drukowane są także w antologiach i literackich pismach. Oprócz wierszy pisze baśnie i bajki, w których posługuje się symboliką nawiązującą do polskich baśni i podań ludowych. We wszystkich swych utworach posługuje się chętnie antropomorfizacją. Lala zostaje członkiem Ligi Poetów Kanadyjskich.
Całkowicie zajmuje się pracą twórczą, gdy ostatnia najmłodsza córka wylatuje z gniazda, opuszczając stary, pamiętający dobre przemytnicze czasy dom. Dom jest niezwykły pełen tajemnych przejść, schowków i zakamarków z podziemnym tunelem prowadzącym nad brzeg oceanu. Otoczony pięknym ogrodem jest jej sanktuarium, wybornym obramowaniem dla utalentowanej poetki jawiącej na podobieństwo mitologicznej Diany. Jej poezja bywa ulotna, ale przybiera też ciężkie tony. Pierwsze tomiki poetki, mimo, że pisze po angielsku, są bardzo polskie, emigracyjne, a więc przesiąknięte tęsknotą, zdziwieniem wynikającym z poznawania nowego świata, a emocje osadzone są w polskim krajobrazie emocjonalnym. Dopiero po rozprawieniu się z przeszłością, jej poezja osadzona w intymnych przestrzeniach duchowych przenosi się w kanadyjską rzeczywistość, by ponieść ją dalej w świat. W pozornej swej lekkości liryczne wiersze Lali mają w sobie tragizm, który nie utrzymuje konkurencji z motylem, który przelatuje obok.
Mistrzem polskiej poetki był kanadyjski poeta Robert Skelton, z którym spotkała się studiując na uniwersytecie. To on namówił ją do podróży, do odkrywania światów. On też zachwycił się polskością tych wierszy i ich delikatnością. Poznawała poezję odwiedzanych przez siebie miejsc, a potem uczyła się ich stylistyki i stosowała ją w swoich wierszach, zwłaszcza w późniejszych tomikach. Znana była wśród lokalnego literackiego środowiska, często czytała swoje wiersze na wieczorach poetyckich i słuchaczy zachwycała subtelna koronkowość jej poezji. Czytywała tez swe wiersze w polskim przekładzie przy okazji wieczorków poetyckich organizowane przez Koło Miłośników Poezji, które działało na terenie Victorii przez kilka lat pod przewodnictwem pani Anny Galon, też nieżyjącej już polonijnej poetki.
Do Polskiego Domu przychodziła jednak nie tylko, jako poetka. Często pracowała w kuchni. Brała też udział w polonijnych imprezach. Szokowała wtedy wszystkich swoimi bajecznymi strojami. Koronki, cekiny, aksamit tiule i szyfony, góralskie spódnice, hiszpańskie chusty i tony biżuterii. Wszystko piękne, oryginalne, umiejętnie dobrane, choć szokujące czasem, ale szykowne, jej własne indywidualne.
Chłonie ją pasjami życie. Przeżywa miłości jak Shirley Valentine. Cieszy się ludźmi i lubi ich poznawać. Zawierała przyjaźnie, ale też potrafi odrzucać ludzi. Jest czarującą gospodynią. Lubi w swoim bajkowym domu pełnym s pamiątek i bibelotów, obrazów i porcelany sreber i kryształów, egzotycznych dywanów i cepeliowskich skarbów, przyjmować wyjątkowych gości, ale i tych mniej wyjątkowych przyjmowała z honorami. Pomiędzy nimi znalazł się Bogdan Gwiazda z Małżonką i Elenii, Irena Jarocka.
Lala czuła się związana z Kanadą, ale nie unika polskości nie stroniła od sponsorowania polonijnych inicjatyw.
- Lala zafundowała nam kostiumy do zespołu – wspomina jedna z jej przyjaciółek. Ona bardzo chętnie pomagała. Zwłaszcza nowoprzybyłym Polakom. Sama pamiętała jak to jest, gdy się zaczyna życie od początku.
Była koleżeńska i szczodra, ale nie daj Boże jak ktoś jej podpadł… było już po nim.
Lala modliła się do Matki Boskiej. Obrazek Pani Częstochowskiej wisiał w jej pracowni naprzeciwko zdjęcia Leonarda Cohena. Mam nadzieje, że nadal sobie gadają.


The Skylark

I knew it would be there
Suspended motionless staining the sky.
And it looks like black ink spot.
That I spelled on my ruffled, pale blue dress
when my friends called after me:
“Look there comes again the starched baby doll
And suddenly
It breaks out into song
Its voice trembling and quivering
The sound bouncing of my open palms
Spilling like glass beads into the grainfeield
And I dig and dig
And search for it in the black soil
I picked and arms of red poppies
And cornflowers
And run in my bare feet
To the grove of trees and the hidden brook
Where the daises and kingcups
And forget me not grow
To weave a wreath for my hair
And chains upon chines of sowthistle
For my leg and arms
And I bow and wave graciously my fan
Of plumaged fern
At the mushrooms and blackberries
My faithful subject.
I walk down the balk, taking dainty steps
To the thatched cottage
Knock at the door and say:
“niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.”
„Na wieki wieków amen- the women answers
Bedding me welcome asks me to sit down
On the cleanly scrubbed bench
“Jasio fetch a dipper of buttermilk
Our little miss is here”
And she unwrapped a linen covered
Freshly baked loaf
Murmuring “w imię ojca I Syna…”
Her knife traces The Sign of the cross
Cut s through the crust
And she watches me eat,
The butter melting, running down my chin
“and who are we today? She asks
And smiles, looking at my splendid
long chains and my flowered hair.
I am Princes Forget- me not, and I
thank you kindly for your hospitality” I answer
Hiding the end of the crust into my pinafore pocket.

The Shadow

„I must cut the trees down” you say
Pick up the axe
And they fall
One by one
The branches
Of the severed trunks trailing
Over frozen ground
“but the paths
The paths that we used to walk together
You have destroyed them!” I cry out
The sound bear with the riverbank
“I must make room for my shadow”

There is this man

There is this man who wears clothes
I do not know where they were bought.
I do not know the brand of his shoes,
(though I remember its colors).
I am not sure of his eating habits at breakfast.
And sometimes I wonder
on which side of the bed he sleeps,
what kind of pillow he prefers;
and its seems I never have the time
to ask. But, he is the man who
perforates the straps of my shoes
so I can walk and whose handkerchief
I often find inside my purse.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji