nr. 84
VICTORIA, BC,
Marzec 2018
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

100 lecie
niepodległości

Dom Polski
zaprasza do
współpracy

Wielkanocne
"Jajeczko"

Dom Polski
25 marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

T.Gierymski-
Uri Orlev


I. Tomaszewski-
pewien wywiad

z A. Holland

J.Ficowski
Pieśn Boleści

Holokaust

z Konsulatu-
Oswiadczenie
Rzecznika RP

ustawa o IPN

P.Osęka-
Marzec 68

50 rocznica

E.Kamiński-
Zapiski"

ciąg dalszy

S. Rdesiński
Flis

odrzański

E. Caputa-
Lala Koehn

wspomnienie
poetki

Z.Peszkowski
Młoda Polska
ruch artystyczny

Młoda Polska
w Galerii Stron

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 39

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 39

Z głębi alei dało się słyszeć wolanie.
- Mama mnie woła. - Biegnę - zawołała Lucia i pędem wpadła w mroczną głębie.
Stefcia poszła w stronę zamku. Całe towarzystwo znajdowało się w parku, ale ona chciała pozostać sama. Idąc pomiędzy krzakami róż wdychała śliczny zapach, z rozkoszą zatapiając głowę w masie aksamitnych kwiatów. Czuła się upojona barwami i wonią. Rozdrażnienie po rozmowie z Lucią zastąpiła teraz ociężałość prawie senna.
Gmach zamkowy przytłaczał ja. Ogromne mury, wieżyce i baszta z rozwianą chorągwią sprawiały na niej wrażenie ciężaru, który ją gniótł. Doznała prawie fizycznej potrzeby stracenia z oczu wyniosłych ścian. Postanowiła wejść do środka, przekonana, że nie zastanie tam nikogo.
Szybko przebiegła werandę i tarasy i zaraz w pierwszym salonie spotkała starego kamerdynera. Powitał ja ukłonem. Stefcia spytała go o drogę do gościnnych pokoi.
Stary sługa wskazał ręką rząd salonów i rzekł z uszanowaniem:
- Na lewym skrzydle drugie piętro. Może hrabianka każe się zaprowadzić?
Spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami.
- Co znaczy ten tytuł? Bierze mnie chyba za kogoś innego.
Kamerdyner stał w pozie wyczekującej.
- Mylicie się Andrzeju, ja nie jestem hrabianką – rzekła z wesołym uśmiechem.
Teraz stary sługa otworzył szeroko oczy:, ale natychmiast zapanowawszy nad zdziwieniem rzekł z ukłonem:
- Przepraszam jaśnie panią.
Stefcia lekko wzruszyła ramionami i poszła w głąb zamku myśląc:
- Za nadto są tu przyzwyczajeni do tytułów.
Mijała salony, wspaniałe gabinety. Przeszła zieloną salę balową, białą salę balową ze sklepieniami, zdobną w malowidła i rzeźby stylu odrodzenia, następnie niewielką karmazynową salę posluchalną aż znalazła się w ogromnej sieni zamkowej. Stąd biegło w różne strony kilka korytarzy i wiodły szerokie schody z białego marmuru, zakończone na wysokości pierwszego piętra galerią wspartą na filarach. Wyniosłe ściany sieni wyłożone płytami z szarego granitu miały sufit sklepiony wysokości trzeciego piętra. Równolegle z drugim piętrem otaczał sień do dokoła wąski balkon żelazny z poręczą w kształcie ukośnej kraty. Wychodziło na nie kilka drzwi z wewnętrznych pokoi. Pośrodku sieni naprzeciw klatki schodowej stała okrągła grupa drzew egzotycznych. Wśród nich basen z białego marmuru tryskający w górę fontanną
Kuliste drzewa cieplarniane zdobiły schody i galerie, elektryczne lampy mieściły się u szczytu sklepień. Posadzka z tafli kamiennych tworzyła bardzo piękne wzory.
Stefcia zatrzymała się długo w tej sieni, podziwiając jej piękność. Zainteresował ją wielki zegar z kurantem w kształcie wysokiej wąskiej szafki, ozdobiony popiersiem Króla Zygmunta Augusta. Jako antyk wiekowy nadawał otoczeniu ton staroświecki.
Na piętrze rozpoczynał się nowy szereg salonów. Stefcia wśród tych bogactw straciła zupełnie kierunek, nie mogła odgadnąć czy jest w głównym korpusie zamkowym, czy na którym skrzydle. Idąc spoglądała na makaty, kobierce i gobeliny. Migały jej przed oczyma bogate ramy obrazów, wielkie żyrandole z brązu, malachitu lub cale z weneckiego kryształu, zwieszające się ze wspaniałych sufitów płaskich i sklepionych, zdobnych w malowidła i rzeźby. Postać jej odbijała się w ogromnych zwierciadłach lub całych ścianach lustrzanych, w których szeregi sal przybierały rozmiary nieskończone.
Stawała często przed jakimś obrazem, posągiem albo grupą roślin, szczególnie cudownych palm wachlarzowych, i przebiegając śliskie posadzki, miękkie dywany szła coraz dalej w głąb zamku. W końcu zaczął ją ogarniać lęk. Zbłądziła, ale jak wyjść z tego labiryntu, nie miała pojęcia. Nareszcie weszła do Sali bardzo długiej, ze sklepionym sufitem, zdobionej w płaskorzeźby i posadzkę dębową. Szeregi okien ocienionych głębokimi niszami niewiele dawały światła, tak, że sala była mroczna i dziwnie surowa w tonie. Pod ścianami i na środku stały sofy kryte złotogłowiem. Staroświecki kominek przykrywała bogata wschodnia opona. Jakaś powaga zdawała się chodzić w tej olbrzymiej Sali. Stefcia spojrzała w górę i dreszcz ją przeniknął. Ze wszystkich ścian spoglądało na nią mnóstwo wyrazistych oczu: sala była zwieszona portretami. Przodkowie Michorowscy naturalnej wielkości stali tu oprawieni w mahoniowe ramy, okute brązem. Patrzyły na Stefcię poważne oczy dawnych wojewodów, hetmanów i senatorów. Przybrani byli w złote ryngrafy, w aksamity , złotogłów, w sobole i gronostaje lub zakuci całkowicie w srebrne blachy. Innych stroiły fraki, peruki, koronkowe żaboty lub świetne wojskowe mundury. Wszyscy mieli typowe, może trochę zbyt wydatne usta, wyraziste rysy i szare oczy, przenikliwe z wyrazem zuchwalstwa, energii i odrobiną szyderstwa. Mrok panujący na Sali nadawał martwym obliczom pozory życia.
Skąpe światło dochodzące z zewnątrz pełzało po karmazynach i bogatych futrach szat, po woskowych rękach i twarzach. Stefcia miała wrażenie, że postacie te poruszają się, że martwe szare oczy spoglądają na nią zdziwione, a usta mówią:
- Czego chcesz? Skąd się wzięłaś?...
Wstrząsnęła się.
Już drugi raz doznała podobnego wrażenia, drugi raz portrety Michorowskich przerażały ją wymowa swoich oczu.
Zabłąkała się w tej Sali i jest w niej sama pod pręgierzem tylu spojrzeń. Chciała wyjść, odwróciła głowę w stronę drzwi i nagle wzrok jej padł na wielki portret w pełnym oświetleniu, przedstawiający wyniosłą postać kobiecą. W ciężkiej aksamitnej sukni zdobionej brabanckimi koronkami, w perlach stała młoda jeszcze kobieta z głową spuszczoną na piersi i smutkiem w czarnych oczach. Bujne czarne włosy ocieniały ładny owal twarzy, wąskie usta wyrażały ból niedający się ukryć nawet na portrecie. Strój i uczesanie znamionowało niedawną epokę. Stefcię zaciekawiła ta postać. Podeszła bliżej, chciała koniecznie zobaczyć, kogo portret przedstawia.
Na ciemnym tle obrazu, z boku widniał wyraźnie malowany herb.

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji