nr. 85
VICTORIA, BC,
Październik 2018
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

100 lecie
niepodległości

Dom Polski
zaprasza do
współpracy


ARTYKUŁY

Od Redakcji

D.Wisniewski-
przeciw Dudzie


E.Korzeniowska-
Wiekszy niż życie

Bogdan Majewski

S.Soszyński
Oni sie nas bali

powstanie Warszawskie

W.Widział-
Cichy bohater

Bogusław Linde

F.Przyłubski-
Pierwsza biblioteka

Rzeczypospolitej

E.Kamiński-
W Kraju Rad

Zapiski

Wystawa
Egipt Faraonów

w muzeum RBC

ECK
Chicago 1966
teatru Brawo

Rusycyzmy
w języku polskim

Migawki z
Chicago 1966
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 40

Rozmaitości

Indeks autorów

Dariusz Wiśniewski

Polonia przeciw Dudzie


Marcin Żmudzki, koordynator protestu w Waszyngtonie, miał tylko jeden dylemat. Nie wiedział, w jakim kierunku wyjadą limuzyny z prezydentem Andrzejem Dudą. Wyjście z Blair House, gościnnego domu dla najwyższych dygnitarzy państwowych, położonego tuż obok Białego Domu, jest wprawdzie tylko jedno, ale gość ma wybór i może odjechać w kilku kierunkach. Z uwagi na bezpieczeństwo, i aby uniknąć czekających tuż za bramkami manifestantów.
Oprócz tego dylematu, cała reszta była zapięta. Banery czekały na rozwinięcie, megafony i wzmacniacze były gotowe, aby je ożywić, a koszulki KON STY TU CJA, złożone równiutko i pachnące jeszcze farbą, oczekiwały, aż ktoś je wreszcie nałoży. Komunikaty prasowe zostały rozesłane. Również do mediów amerykańskich. Polskie stacje telewizyjne i radiowe umówione. I zostało tylko to jedno: nie wiedzieliśmy, gdzie mamy ustawić się z banerami KONSTYTUCJA, aby zobaczył i usłyszał nas prezydent Duda. Wcześniej znaliśmy się tylko z Facebooka. Aby się trochę bliżej poznać i zdążyć przegrupować, ustaliliśmy, że zbierzemy się wszyscy w parku Lafayette, pod pomnikiem Tadeusza Kościuszki. Zaledwie kilka minut od Białego Domu. Miejsce nadawało się świetnie na obóz szturmowy. Oczywiście, jeżeli policja nas nie przegoni.
Od rana padał deszcz. Pogoda zapowiadała się fatalnie. Huragan Florence, już mocno osłabiony, ale nadal mokry, 18 września, w dzień spotkania prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa, ponuro zawisnął nad Waszyngtonem.
Wszyscy pojawili się w wyznaczonym czasie. Przyjechali z Nowego Jorku, Baltimore oraz z Chicago. I z innych miejscowości. Głównie jednak wybrzeże wschodnie. Krótkie przywitanie. Gdzieś z parkowej alejki wynurzyła się ekipa TVN24 z wycelowanymi w nas mikrofonami. Jasne, możemy zrobić wstępne nagranie. Za chwilę podeszła do nas emerytowana polska nauczycielka. Słyszała o naszym proteście. Dobrze, że to robicie. Pracuje bliziutko, o tu, za rogiem. Uczy języka polskiego przyszłych amerykańskich dyplomatów. Nie może się do nas przyłączyć, bo musi zaraz wracać, ale chciałaby z nami trochę postać. Czy może?
Tadeusz Kościuszko, gotowy, aby po raz kolejny poprowadzić Polaków do boju, spoglądał w naszą stronę, zastanawiając się – być może – nad strategią ataku. My nakładaliśmy już koszulki. Żartowaliśmy przy tym i robiliśmy sobie zdjęcia, niczym żołnierze chcący się wyluzować przed ważnym natarciem. Nagle uderzyła mnie symbolika tego wydarzenia – wzmocniona scenerią i okolicznościami – patriotyczna i polska, opleciona pamięcią o narodowych powstaniach i buntach. Uczestniczyłem w znikomym proteście, który nie miał przecież szans cokolwiek zmienić. Nasza grupa nie była liczna, ale każdy z nas szykował się do głównego spotkania, jakby od tego zależał los całego narodu.
Uczucie banalne. Głupstwo. W ostateczności nie byłem przecież żołnierzem i nie groziła mi śmierć w obronie ojczyzny. A jednak. Coś ścisnęło mnie za krtań, nie wiem czy nie z przemęczenia, gdyż jechaliśmy z Chicago 12 godzin samochodem. Na krótki moment odsłoniła się przede mną zamglona historia Polski, o której wcześniej nie miałem pojęcia. Ta mniej znana, z licznymi wydarzeniami, pozornie beznadziejnymi, gdzie bezimienni patrioci stawali po stronie wolności, a przeciwko okupantom i dyktatorom. To romantyczny aspekt naszego protestu. I jeżeli ktoś chce – również sentymentalny. Ale jest jeszcze inna refleksja.
KONSTYTUCJA dzisiaj nie oznacza tylko ustawy zasadniczej. To również silny apolityczny hashtag; mobilizujące hasło do działania, pragnienie wolności oraz zawołanie przed uciekającym prezydentem. To klątwa – skarga narodu, której nie można oddalić ani zignorować.
Duda nas dostrzegł i uciekł w innym kierunku. Przypuszczaliśmy, że tak się stanie. Przed wejściem do limuzyny, zamachał w naszą stronę, fałszywie sugerując mediom, że pozdrawia swoich zwolenników (nie było żadnego). Pani Agata Kornhauser-Duda, wślizgując się szybko do samochodu, zostawiła jeden but na ulicy. Spieszyła się. Chciała jak najszybciej odjechać.
Po naszej stronie zgromadziło się sporo przechodniów. Wśród nich byli Polacy, imigranci z Indii, Latynosi, Rosjanie i rodowici Amerykanie. Pytali nas, co się dzieje. Tłumaczyliśmy, że protestujemy przeciwko prezydentowi RP, który wielokrotnie złamał polską Konstytucję. Kiwali głowami, że rozumieją. Słyszeli. Tak, to smutne. Podnosili kciuki do góry na znak solidarności.
You can run but you cannot hide. Możesz uciekać, ale nie znajdziesz kryjówki. Duda nie schowa się przed narodem. Konstytucja, jak cień i wyrzut sumienia, podąży za nim wszędzie. Ten, który znieważył naród, będzie musiał przed nim kiedyś uklęknąć. Tak mówi historia i tak nakazuje sprawiedliwość.
zdjęcia: Polish Freedom Network >

Tekst pochodzi ze strony internetowej: www.studio opinii.pl

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji