nr. 85
VICTORIA, BC,
Październik 2018
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

100 lecie
niepodległości

Dom Polski
zaprasza do
współpracy


ARTYKUŁY

Od Redakcji

D.Wisniewski-
przeciw Dudzie


E.Korzeniowska-
Wiekszy niż życie

Bogdan Majewski

S.Soszyński
Oni sie nas bali

powstanie Warszawskie

W.Widział-
Cichy bohater

Bogusław Linde

F.Przyłubski-
Pierwsza biblioteka

Rzeczypospolitej

E.Kamiński-
W Kraju Rad

Zapiski

Wystawa
Egipt Faraonów

w muzeum RBC

ECK
Chicago 1966
teatru Brawo

Rusycyzmy
w języku polskim

Migawki z
Chicago 1966
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 40

Rozmaitości

Indeks autorów

Stanisław Soszyński

Oni się nas bali


Czternastoletni wówczas łącznicy maja dziś ponad dziewięćdziesiątkę, ich dowodzący, jeśli żyją dochodzą setki. Czy o ich heroicznej walce można jeszcze powiedzieć coś nowego? Czy Powstanie 44 roku było konieczne, a jeśli tak, to, dlaczego zakończyło się układem o zaprzestaniu walk z 2-go października 1944 roku?
Warszawa miała zniknąć z powierzchni ziemi. Niemcy przygotowywali się do tego bardzo starannie. Całodzienne ostrzeliwanie i bombardowanie Warszawy 25 września 1939 roku, nazywane przez mieszkańców „lanym poniedziałkiem” (a nie’ jak się dzisiaj pisze czarnym), jest tego przykładem. Odkryty wiosną 1940 roku przez profesora Jana Zachwatowicza plan zniszczenia Warszawy, znany obecnie, jako Plan Pabsta, przewidywał zredukowanie 1.5 milionowej stolicy Polski do stutysięcznego obozu niewolników.
„Mamy w tym kraju jeden punkt, z którego pochodzi wszelkie zło. To Warszawa” – mówił generalny gubernator Hans Frank. Umęczone głodne i torturowane miasto, doświadczające publicznych egzekucji, łapanek i wywózek na przymusowe roboty do Niemiec, broniło się zajadle, zadając okupantowi bolesne straty. Wyroki śmierci dosięgały ludzi najwyżej postawionych w hitlerowskiej administracji. Przykładem było zastrzelenie w dzielnicy niemieckiej Franza Kutschery. Nienawiść do okupanta rosła z każdym dniem. Ale to przecież nie z nienawiści przez 63 dni broniła się powstańcza Warszawa.
Na Starym mieście walczyło około 63 tysięcy ludzi. Powstańców trzeba było nakarmić – zdobyć pod nieustannym obstrzałem wodę, jakiś produkt, ugotować go na prymitywnym palenisku w podwórzu bez osłony przed odłamkami. Robiły to kobiety. A jeszcze posiłki dla dzieci, pranie, zapobieganie epidemii, opieka nad rannymi, chorymi, inwalidami. To wszystko miało inna motywację niż nienawiść. Było nią umiłowanie wolności.
Kiedy wyrzucano nas z gruzów staromiejskiego kotła, oficer niemiecki nie mógł zrozumieć - “Skąd was tu tyle jest?” Otoczona stalowym pierścieniem regularnej, dobrze wyszkolonej, zaprawionej w bojach armii, bez betonowych umocnień, stara dzielnica Warszawy Broniła się przez 32 dni. Co dziesiąty jej mieszkaniec był obrońcą, do tego słabo uzbrojonym. Nie byli to ( jak pisze się w pamiętnikach po latach) żołnierze, ale zwykli chłopcy i dziewczyny. Świtem 2-go września w tunel staromiejskiej bramy wkroczył esesman. W hełmie, z pistoletem maszynowym, cały obwieszony granatami. Miał je za pasem na szturmowych szelkach, w cholewach butów. Wrzeszczał: „Alle raus!” I wtedy nasza 60- letnia sąsiadka, pani P. powiedziała półgłosem: „Musimy wyjść – on się nas boi i zaraz zacznie rzucać granaty”. Taka była prawda.
Przez dwadzieścia lat kłamano, że Armia Czerwona, po zbyt rozciągniętej ofensywie, nie mogła pomoc walczącej Warszawie. Przez następne piętnaście tłumaczono, że to Stalin ze względów politycznych „odciął się od warszawskiej awantury”. Spróbujmy dziś na powstanie spojrzeć z perspektywy Moskwy.
W toczącej się wojnie dla Stalina, oprócz podziałów narodowych, ważny był jeszcze podział ideologiczny (klasowy) na świat kapitalizmu i socjalizmu (komunizmu). Ten pierwszy, zgodnie z doktryną zmieniony w swoim najwyższym stadium w imperializm, miał upaść. Dlaczego mu w tym nie pomóc? I chociaż byli to sprzymierzeńcy w walce z Hitlerem, Stalin, (który sam jeszcze niedawno był jego sojusznikiem) postanowił, że da czas Niemieckiej Armi na przygotowanie ofensywy przeciwko aliantom: USA i Wielkiej Brytanii. Po czerwcowej inwazji doskonale wyekwipowane i dowodzone armie dotarły w trzy miesiące do granic Niemiec. Nie udzielając pomocy Warszawie, Stalin stał nad Wisłą, by dać Hitlerowi czas na przygotowanie kontrofensywy zachodniej. Czasu było tak dużo, że niemieckie wytwórnie zdążyły skopiować dla dywersyjnych oddziałów aliancką broń. Stalin czekał. A kiedy Winston Churchill poprosił go o przyspieszenie ofensywy Armii Czerwonej, by odciążyć aliantów, w styczniu 1945 roku, mógł tryumfalnie obwieścić to światu.
Był jeszcze jeden powód tego trwania na linii Wisły. Propaganda sowiecka podzieliła Niemców na hitlerowców i zwolenników obozu pokoju ze Związkiem Radzieckim na czele. Ale pozostawał jeszcze trzeci typ ludzi: ci, którzy nie ulegali otumanieniu przez narodowy socjalizm. Owa grupa widziała barbarzyństwo faszyzmu i wojenny dramat Niemiec. Chcieli obalić Hitlera już w 1938 roku, ale ugodowa polityka Monachium wytrąciła im broń z ręki. Kilkakrotne zamachy na wodza sprawiły, że gestapo szalało. Tylko w przeciągu dwóch miesięcy od kwietnia do czerwca 1944 roku aresztowano i zgładzono 20700 osób z niemieckiej opozycji. Liczby ofiar po nieudanym zamachu na Hitlera dokonanego przez płk. Stauffeberga nie udało się ustalić. Były ich tysiące, ze wszystkich warstw społecznych, ludzie wartościowi, którzy bardzo mogli się przydać nowym Niemcom. By ich wytropić i zgładzić trzeba było czasu. I Stalin stojąc pod Warszawą dal go Hitlerowi. Oczyścił w ten sposób teren dla ekipy przygotowanej do rządzenia w późniejszej NRD.
Podobnie uczynił z Polską. Dał Niemcom czas na zniszczenie stolicy, ośrodka legalnego rządu RP. Dziś z perspektywy lat widać, że Warszawa miała dwie szanse ocalenia. Pierwszą – jeśliby zamach na Hitlera powiódł się konspiratorom. Mieli oni natychmiast (tak przewidywał plan) ogłosić kapitulację Niemiec. Koniec Wojny uratowałby Warszawę. Drugą szansą było złożenie hołdowniczego aktu na ręce Stalina. Taki dokument miał ze sobą kapitan Konstanty Kuługin, który przedstawił się, jako przedstawiciel Armii Czerwonej. Akt ten byłby dowodem, że nie ma żadnego państwa podziemnego, Armii Krajowej, a tym samym jakiekolwiek siły militarnej i politycznej podległej rządowi RP na emigracji. Kuługin nalegał na dowódców Powstania, by podpisali i wysłali taki dokument. Byłoby to jednak wierutne kłamstwo połączone z samobójstwem politycznym. Skończyło się na zdegradowaniu i wysłaniu przez Kaługina (via Londyn) depeszy do Stalina z wyliczeniem powstańczych potrzeb. W rzeczywistości depeszę należało czytać jak szczegółową informację o brakach w uzbrojeniu powstańczych oddziałów.
Dla mieszkańców stolicy Powstanie było wydarzeniem niezwykłym. Ich dzielnica, ulica, dom stały się oazami wolności. Przez dwa miesiące miasto funkcjonowało bez pieniędzy, liczyły się solidarność, ofiarność i potrzeba czynu. W ciągu pierwszych dwóch nocy zbudowano tysiąc barykad. Przez jedną noc kilkunastu sąsiadów przerąbało do parteru nasz płonący czteropiętrowy dom, by uratować pozostałą jego część. Powstańczy żołd wypłacano dopiero przed opuszczeniem miasta.
Po 1948 roku Warszawę uczyniono miastem zamkniętym. Byli mieszkańcy mogli do niego powrócić jedynie za zgodą władz. Dziesiątki tysięcy Warszawiaków osiedliło się, więc w całym kraju. Od Szczecina po Rzeszów. Ludzie ci samą tylko swoją obecnością przypominali, o co walczyła Warszawa. Zaświadczyli, że norwidowskie „wolność, gdy po ludzku rozumnie robisz, co po ludzku rozumnie chcesz” jest wartością najwyższą.>


  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji