nr. 86
VICTORIA, BC,
Grudzień 2018
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Ks.Paweł
Listopad


E.Klessa-
Wielki dzień

100lecie niepodległości

E.Korzeniowska
Tamto Zakopane

w 1884 roku

Kurier Codzienny
Paderewski

Tworca wlasnego losu

E.Caputa-
Błękitna armia

100lecie niepodległości

E.Kamiński-
Exodus z Kraju Rad

Zapiski

J.Łach
Lalki

pani Paderewskiej

Paderewski
do Polonii
odezwa z 1915

ECK
The White Eagle Band
fotoreportaż

Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Korzeniowska

Tamto Zakopane


To tu wszystko się zaczęło. Malownicza wieś położona u podnóża Tatr zwana Zakopanem, na przełomie dwóch poprzednich wieków, w czasie niewoli stanowiła dla Polaków oazę wolności i kuźnię niepodległościowych idei.
Niepoślednie polskie umysły z trzech dzielnic trzykrotnie zagrabionej Polski w Zakopanem pracowały nad jej przyszłym kształtem. Wśród nich nie zabrakło ar-tystów, architektów, pisarzy, muzyków, działaczy społecznych, naukowców, badaczy folkloru, lekarzy i filozofów, teologów, duchownych i wizjonerów, ludzi porywczych i energicznych o rozległych horyzontach, fantazji twórczej i talencie - wszystkich jednoczyła miłość do ojczyzny. Jeden z ich grona, Ignacy Paderewski, człowiek niezwykłych talentów, na skrzydłach swej muzyki poniósł wizję wolnej ojczyzny w szeroki świat.
Podobno historia popularności Zakopanego zaczęła się od kuźni, a właściwie od kowalskich wyrobów. Otóż, w końcu XVII wieku na krakowskim jarmarku pojawiły się pięknie kute z żelaza haczyki, pogrzebacze, zawiasy wykonane ozdobnie i starannie. Ówcześni znawcy sztuki zachwycili się nimi i zainteresowali się producentami tych pięknych przedmiotów. Okazało się, że produkuje je lud dziki, zamieszkujący wioskę położoną u stóp pięknych skalistych Tatr. Plotka się rozniosła wśród krakowskich artystów i patrycjuszy, którzy zaczęli odwiedzać skalne Podhale.
Podtatrzańską osadę zamieszkało wówczas kilkadziesiąt rodzin utrzymujących się głównie z pasterstwa, byli też wśród nich tacy, co zajmowali się zbójowaniem i kłusownictwem. Czując respekt dla góralskich niepohamowanych charakterów, rzadko zaglądali tam żandarmi i cesarscy urzędnicy. Dobra podhalańskie oraz Tatry przez wieki należały do polskich królów, dlatego mieszkańcy tej ziemi, którzy podobno są przybyszami skądś, nie znali pańszczyzny. Byli poddanymi króla. Nie schylali karku przed panami, byli dumni i hardzi. W czasie zaborów miejscowość pod Giewontem i okolice stanowiły własność cesarza austriackiego, który rozparcelował je i sprzedał prywatnym właścicielom, a tych bardziej interesował profit z bezlitosnej eksploatacji lasów i złóż mineralnych niż letnicy. Cesarz austriacki nie miał też polakożerczej natury tak jak Bismark, o czym świadczyć może fakt, że pozwalał w Galicji na dużą dozę autonomii, co ułatwiało rozwój polskiej kultury, nauki i polskiego przemysłu na ziemiach okupowanych przez Austrię.
Propagatorzy polskości już w pierwszej połowie XIX wieku, zamiast jeździć do zagranicznych wód, spędzali pod Gubałówką letnią kanikułę. W tamtych czasach, nikomu nie śniła się jeszcze dwupasmówka do Zakopanego, nie było kolei, którą zbudowano dopiero w 1899 roku z inicjatywy ostatniego właściciela Zakopanego, hrabiego Władysława Zamojskiego; ba nie było nawet dobrej bitej drogi, a jedynie pełen kolein, błotnisty starożytny szlak wydeptywany przez pokolenia wędrowców. Podróżowało się pod Giewont dwa dni naładowaną po brzegi furką powożoną przez górala, u którego wynajmowało się „białą izbę”, ze wszystkimi sprzętami, których nie było w góralskiej chałupie, z prowiantem na cały okres letniego pobytu. Początkowo w sezonie letnim wypoczywało w Zakopanem około 200 rodzin. Ludzie chętnie wyjeżdżali z miasta, bo jak pisze w swych wspomnieniach Wacław Anczyc: ”Tam czekała nas nieograniczona wolność, swoboda i gościnna, a życzliwa ludność Podhala.” Przybysze z nizin wypoczywali pod Tatrami zapominając o trudach codziennego życia w okupowanym kraju, zachwycając się niezwykłym charakterem górali. Uczyli się od nich wolności.
Zainteresowanie gości budziły huty, które jawiły się przybyłym z miasta spektatorom jak miniaturowe piekło, w którym kręcą się czarne od sadzy pół nagie istoty poskramiające młotami ciekłe, rozgrzane do czerwoności żelazo. Przyciągały ich też Tatry, a zwłaszcza Morskie Oko, zwane jeszcze wówczas Rybim Stawem. Musiało cieszyć się ono dużą popularnością, gdyż już w 1839 roku ówczesny właściciel tatrzańskich terenów zbudował na morenie nad brzegiem jeziora turystyczne schronisko. Dodatkowo wielkie zainteresowanie Podhalem i Tatrami wzbudził proces o Rybi Staw prowadzony przez Galicję z Węgrami. W 1902 roku międzynarodowy trybunał przyznał sporne tereny Galicji, a Tatry przez ten proces zasłynęły na ziemiach polskich swą urodą i potęgą.
Pomału rosła zakopiańska sława, a pod Giewontem spotykały się najtęższe polskie umysły, by bawić się, wypoczywać i dyskutować o przyszłości ojczyzny. Tam nie dosięgały łapy zaborców, a w górskich dolinach, na skalistych szczytach, w potokach, w szumie halnego i w góralskiej nucie wybrzmiewała wolność.
Tytus Chałubiński odkrył zdrowotne dla ciała walory Zakopanego, ale stało się to dopiero po tym jak okazało się, że klimat Zakopanego leczy choroby narodowej dusz, gdyż oddychało się tam najczystszą w owych czasach polskością, która w pozostałych zaborach była bezwzględnie tępiona.
Przybysze z nizin nie tylko doceniali piękno i bogactwo obszaru Tatr i Podhala. Fascynowali ich również mieszkańcy tych terenów, hardzi górale żyjący w pewnej izolacji od reszty świata. Ich inteligencja, dowcip, filozofia i specyficzny sposób widzenia świata, ich muzyka i góralskie gadki wszystko nacechowane niepopsutym autentyzmem, zachwycało letników. Zafascynowani góralszczyzną w każdym wymiarze jej istnienia „goście” zaprzyjaźniali się z góralską bracią, z jednej strony czerpiąc z ich bogactwa, z drugiej zaś wprowadzając w ich życie elementy cywilizacji. Dzięki gościom poprawia się sytuacja ekonomiczna okolicznych górali, wzrasta ich morale. Dotychczasowi kłusownicy stają się strażnikami tatrzańskiej przyrody, przewodnikami; to oni wyprowadzali panów w góry i w niesamowitej scenerii przygrywali im na gęślikach i snuli swoje gawędy. Początkowe dotyczyły one tylko praw ludzkich i boskich, tak na przykład było z opowieścią o rycerzach śpiących pod Giewontem, którzy spali tam snem kamiennym. Dopiero po rozmowach z panami z nizin gadka o śpiących rycerzach nabrała patriotycznego wydźwięku. Dla panów z miasta Tatry i górale stanowili twórczą inspirację.
Nie ma większego poczucia niezależności niż na wysokim skalistym wierchu. W Zakopanem są wysokie szczyty i towarzystwo i Dworzec Tatrzański i kawiarnie. W sezonie letnim, tak jak dziś obywają tam hulanki i swawole, ale również działa letni uniwersytet, odbywają się ciekawe wykłady i spektakle. Polacy światli i uczeni z trzech zaborów i z emigracji zjeżdżają tutaj, by się pokazać, spotkać, pobawić, pracować, ale również, by wziąć udział w narodowej dyskusji na temat wyzwolonej ojczyzny i swojej w niej przyszłej roli, jako twórcy, działacze społeczni, przywódcy. W Zakopanem owych czasów powstawało tworzywo II Rzeczpospolitej. Jak wielka u stóp Giewontu żywa była idea wolności niech świadczy fakt, że Zakopane stało się pierwszą niepodległą republiką ogłaszając niepodległość już 13 października 1918 roku.
Jednym z gości Zakopanego był Ignacy Paderewski. Młody muzyk przyjechał pod Giewont na zaproszenie doktora Tytusa Chałubińskiego. W 1884 roku właśnie w zakopiańskimi Dworcu Tatrzańskim zaczyna się pianistyczna kariera mistrza: czarującym pianistą i jego dynamiczną interpretacją Chopina zachwyciła się przebywająca wówczas w Zakopanem Helena Modrzejewska. Ta słynna już wte-dy w świecie, polska artystka sceniczna, zaproponowała Paderewskiemu wspólny koncert, z którego dochód otrzymał pianista na dalszą muzyczną edukację w Austrii. Była to iskra, która zapaliła płomień międzynarodowej sławy polskiego pianisty. Już w kilka lat później, w 1892 roku, o rudej grzywie lwa fortepianu pisały nawet tak zaściankowe gazety, jak Daily Colonist wydawany w Victorii na Wyspie Vancouver. Na koncertach Paderewskiego kobiety mdlały, inne usiłowały wedrzeć się na scenę z nożyczkami, by uciąć na pamiątkę rudy pukiel mistrza. Ignacy Paderewski był pierwszym estradowym artystą budzącym niespotykane emocje wśród publiczności. Dziś nazwalibyśmy go celebrytą. Umiał wykorzystać tę pozycję dla promowania w świecie sprawy polskiej. Międzynarodowa sława, jaką się cieszył dawała mu okazję by z najważniejszymi ludźmi w ówczesnym świecie rozmawiać o Polsce. O Polsce opowiadał też publiczności ze sceny po koncertach. Szczególnie zależało mu jednak na docieraniu do Polaków. Jego występy na terenie całego amerykańskiego kontynentu i spotkania z rodakami na uchodźctwie przyczyniły się do zebrania setek tysięcy dolarów na potrzebę pomocy ludności cywilnej zamieszkującej ziemie polskie zdewastowane działaniami wojennymi, pomogły też w skonsolidowaniu amerykańskiej Polonii i stworzeniu, z istniejący od 1889 roku oddziałów polskich Sokołów, (kilkadziesiąt gniazd na terenie Ameryki Północnej) polskiego wojska szkolonego w latach 1917 -1919 w Kanadzie.
I pomyśleć, że wszystko to zaczęło się w Zakopanem.>

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji