nr. 86
VICTORIA, BC,
Grudzień 2018
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Ks.Paweł
Listopad


E.Klessa-
Wielki dzień

100lecie niepodległości

E.Korzeniowska
Tamto Zakopane

w 1884 roku

Kurier Codzienny
Paderewski

Tworca wlasnego losu

E.Caputa-
Błękitna armia

100lecie niepodległości

E.Kamiński-
Exodus z Kraju Rad

Zapiski

J.Łach
Lalki

pani Paderewskiej

Paderewski
do Polonii
odezwa z 1915

ECK
The White Eagle Band
fotoreportaż

Rozmaitości

Indeks autorów

Edward Kaminski

Polski exodus z radzieckiego piekła
zapisków ciag dalszy

Na froncie wschodnim trwał nieustannie pochód armii hitlerowskiej. Pod koniec lata 1941 roku Niemcy zagarnęli prawie całą Ukrainę. Nad Dnieprem wzięli do niewoli pół miliona jeńców. Armia Czerwona natomiast wycofując się stosowała taktykę spalonej ziemi. Nie pozostawiali oddziałom niemieckim nie tylko żadnych zapasów i sprzętu, ale zburzono też zabudowania, niszczono drogi i mosty. W październiku zaczęła się bitwa o Moskwę, a otoczony Leningrad został objęty blokadą.
Sytuacja ZSRR wciąż była krytyczna, jednak przeniesienie głównych zakładów przemysłu ciężkiego za Ural, ewakuacja władz, pomoc aliantów zachodnich i rozwój produkcji zbrojeniowej, stwarzały szanse na wstrzymanie hitlerowskiej ekspansji.
Stalin, widocznie w lepszym nastroju, pewien już, że jego imperium przetrwa, w 24 rocznicę rewolucji październikowej, z podziemi metra moskiewskiego przemawiał do narodu. Wzywał wszystkich do obrony ojczyzny. Dotąd nie pojawiał się publicznie, jakby znikł z areny politycznej.
Pewność satrapy poparta dostawami aliantów natychmiast wpłynęła na usztywnienie jego stanowiska w kwestii przyszłych granic polskich. ZSRR uznał fakty dokonane na Kresach w 1939 roku za nieodwracalne. W rozmowie z ambasadorem polskim w Moskwie Stanisławem Kotem uchylał się od odpowiedzi, jedynie napomykał, że granice będą rozpatrywane w przyszłości. Oczywiście miał na myśli rozpatrywanie z “wyhodowanymi” już w ZSRR zastępami komunistów polskich, takich jak np. Wanda Wasilewska, Stefan Jędrychowski, Jerzy Putrament. Po wojnie dzieci już w pierwszych klasa szkół podstawowych w Polsce ludowej mogły nie wiedzieć o Bolesławie Chrobrym czy Kazimierzu Wielkim. Musieli wkuwać życiorysy “gorących patriotów” komunistycznych, pamiętać, dlaczego sztandar robotniczy jest czerwony - “...bo na nim robotnicza krew”.
Pomimo zawartej wcześniej umowy z ambasadorem Majskim, Stalin nie podjął tematu uwolnienia wszystkich Polaków w ZSRR, ustalenia rejonu koncentracji armii polskiej na południu kraju gdzie łatwiej byłoby o dostawy brytyjskie dla polskich żołnierzy. Wolał sam wyjść z taką inicjatywą, ale odkładał to do przewidzianych rozmów z premierem rządu RP na uchodźctwie, generałem Władysławem Sikorskim. Była to, więc jeszcze jedna okazja do zaprezentowania się w roli wielkiego przywódcy i stratega. Już wkrótce decyzje wielkiego wodza weszły w życie.

Okazja ucieczki z sowieckiej matni
W kraju, w którym nawet wyprawa do sąsiedniej wsi wymagała przepustki, Polacy od dnia 12 sierpnia 1941 roku mogli poruszać się nieskrępowani po całym terytorium Rosji. W dniu tym wybaczono im, że są Polakami. Dekretem Prezydium Rady Najwyższej udzielono “amnestii” wszystkim obywatelom polskim, uwięzionym, jako jeńcy wojenni. Wszystkim - to znaczy też cywilom, kobietom, dzieciom i starcom wywiezionym do łagrów i obozów niewolniczej pracy.
Otworzyły się wrota więzień i łagrów. Dekret wprawdzie położył kres masowym morderstwom uwięzionych Polaków, ale pozostałym przy życiu nie umniejszył cierpień. Na wieść o okazji wyrwania się z radzieckiego piekła, z najodleglejszych stron imperium ruszyły naraz setki tysięcy ofiar stalinowskiego reżymu w poszukiwaniu polskich placówek, organizowanych naprędce w większych miastach. Zadaniem ich było kierowanie przybyłych do miejsc koncentracji Wojska Polskiego. Codziennie napływające całe rodziny, wielokrotnie przewyższały ilością podaną w fałszywych statystykach radzieckich. Z tej wynędzniałej masy miano wyłonić pełnosprawnych żołnierzy do walki z Niemcami.
Na pierwszym posiedzeniu polsko-radzieckiej komisji wojskowej 16 października ustalono, że na razie w 1941 roku utworzone zostaną 2 dywizje polskie i pułk zapasowy w sile 30 tysięcy żołnierzy. Miały one być gotowe do walki już na początku października. Na siedzibę sztabu generała Andersa wyznaczono Buzułuk koło Kujbyszewa.
Rozpoczęły się typowe trudności sowieckie. Wędrujący napotykali wszelkiego rodzaju utrudnienia ze strony lokalnych administracji. Polski “exodus” budził nienawiść wśród aparatczyków partyjnych. Nie mogli znieść wyjątków od prawideł ich totalnej władzy. Właściwe urzędy nie kwapiły się z przekazem informacji ile Polaków znajduje się na terenie niezajętym przez Niemców. Według oficjalnych oświadczeń Mołotowa do niewoli wzięto 300 tysięcy żołnierzy polskich. Sowieci przyznali się do wywiezienia z polskich ziem wschodnich w 1939 roku pół miliona cywilów. Pobieżne, polskie obliczenia wskazywały 1,5 miliona. Starania o ustalenie dokładniejszych danych rozbijały się o taktykę zwlekania i zwodzenia przez kierownicze szczeble NKWD i GUŁ- agu.
Dla uwolnionych jedynym dostępnym środkiem lokomocji na dużych przestrzeniach Rosji był kolejowy transport towarowy. Bilety na pociągi pasażerskie były za drogie. Każdą zaoszczędzoną kopiejkę ciułali na zakup kawałka chleba na drogę. Na stacjach kolejowych koczowały tabuny nędzarzy w oczekiwaniu na właściwe połączenie. W ostatniej chwili przed ruszeniem pociągu, zanim służba kolejowa zdołała wstrzymać pasażerów na gapę, ciżba wspinała się na sterty węgla lub innego ładunku. Kto nie podołał, czekał na następny transport. Takich, słaniających się na nogach było wielu, wyczerpanych kilkudniowym dojściem na piechotę do linii kolejowej. Niektórzy kończyli życie w przydrożnym rowie.

Armia bez butów i broni
Pokonanie odległości od “mojego” gułagu w Amursku nad rzeką Amur, (blisko już do cieśniny Morza Japońskiego) do Buzułuku, zabrało mi - wspomina Stanisław Urbański - pięć tygodni, pieszo, koleją i czym tylko się nadarzyło. W prostej linii, palcem po mapie to zaledwie 3000 kilometrów z hakiem. Krętymi drogami lub często bezdrożami o wiele więcej. Przydała mi się moja znajomość języka rosyjskiego, zwłaszcza dialogu wiejskiego. Zarośnięty, z długą brodą, podobnie ubrany jak i oni, w połatanej kufajce, w parcianych spodniach, przepasanych sznurem konopnym. Z workiem na plecach, podpierając się sękatą lagą mogłem udawać wędrującego dziada. Już w łagrze wymieniłem polską odzież na dodatkowe porcje chleba, wszystko, co mogło zdradzić moją obcość budzącą nieufność. Nie głodowałem, mogłem liczyć na wsparcie u wiejskich kobiet. Opowiadałem im wydarzeniach na świecie, o różnych obyczajach prostych ludzi jak oni. Słuchali mnie i częstowali, czym mogli, a noc mogłem przespać na słomie w stodole. Nie zadawałem wiele pytań, bo nawet w zapadłych osiedlach mogłem natrafić na kołchozowego aktywistę żądającego przepustki i być posądzony o szpiegostwo. Na bardziej ruchliwych drogach udawało się czasami zatrzymać ciężarówkę i poprosić o podwiezienie.
Skrajnie wyczerpany stawiłem się w Buzułuku 23 września 1941 r. Tam przyjęto mnie do Armii Polskiej i przydzielono do pobliskiego Ośrodka Organizacyjnego w Tockoje. Już po czterech dniach byłem na miejscu.
Nie zdążyłem jeszcze wydobrzeć, ale na widok innych świeżo przybyłych, w znacz-nie gorszym stanie niż ja, przemogłem własne zmęczenie i zgłosiłem się do pomocy załodze. Na Ośrodek, a raczej zalążek ośrodka składało się kilka drewnianych chałup, multum namiotów otoczonych gliniasto-piaszczystym pustkowiem porytym dołami ziemianek. Zupełny wygwizdów.

Zewsząd dochodziły wołania o pomoc.
Poza przyjazną atmosferą, życie w Ośrodku nie wiele było lepsze niż w łagrach. Podobnie wszystkiego brakowało - odzieży, butów, lekarstw, mydła. Żywność była bardziej urozmaicona i nieco lepsza niż w łagrach, ale nie wystarczało dla wszystkich. Z radzieckimi przydziałami dla formujących się oddziałów, żołnierze musieli dzielić się z napływającymi rodzinami. Nawet ci, którzy mieli jeszcze jakieś oszczędności nie mogli nic kupić. W tym pustkowiu bez pomocy wojska zdani byli na śmierć głodową.
Nie starczało również miejsc noclegowych dla wszystkich. W pośpiechu kopano ziemianki, by nikt nie pozostał pod gołym niebem w nocy. Przybywało chorych, owrzodzonych, okaleczonych. Przyuczeni sanitariusze nie nadążali z opatrunkami. Brakowało środków odkażających i bandaży, które zastępowano pasami podartych koszul uprzednio wypranych. Ledwie nadążano z kopaniem dołów kloacznych i ich zasypywaniem. Większość przybyłych cierpiało na biegunkę. Brak należytej higieny groził wybuchem epidemii.
Nie miałem czasu na rozpatrywanie własnej niedoli - wspominał Stanisław. Robiłem opatrunki, posłania dla przybywających. Po nabraniu nieco sił kopałem doły sanitarne. Karmiłem niemowlaki (nie, nie własną piersią, ale z butelki), gdy matka złożona chorobą nie miała sił. Opowiadałem dzieciom bajki, a starszaków uczyłem gry w klipę, tak powszechnie znaną wśród dzieci w Polsce.
Jednego, pod dostatkiem, choć każdy chciałby więcej, mieliśmy w Ośrodku wiadomości z kraju i ze świata. Tego tak bardzo nam dotychczas brakowało. To zasługa generał Andersa, który osobiście i po przez swoich posłańców informował nas o aktualnych wydarzeniach na froncie i sprawach polskich w ZSRR. Nie było mityngów ani zebrań, których generał Anders obawiał się najbardziej. “Oni” tylko czekają na jakąś prowokację, by uznać zgromadzenie, jako bunt “polaczków”. Możemy sobie bezwiednie zaszkodzić - przestrzegał: “Każdy słup sieci elektrycznej, każdy kamień przy drodze ma oczy i uszy aparatczyków” - w domyśle NKWD. Wszelkie wiadomości przekazane kilku osobom załogi rozchodziły się szybkością telegrafu pocztą pantoflową.
Któregoś dnia na początku listopada niebywały entuzjazm wywołała wiadomość o zamierzonej wizycie w Moskwie generała Władysława Sikorskiego. Premier Rządu RP na uchodźctwie, naczelny Wódz polskich sił zbrojnych będzie na Kremlu rozmawiał ze Stalinem. Prawdopodobnie odwiedzi też nasz Ośrodek. Poruszenie było tak wielkie, że trzeba było rozpraszać potęgujące sie zgrupowania. Tylko młodzież okazywała niepohamowane emocje. Któryś z nich, domorosły poeta zaadoptował naprędce słowa hymnu polskiego. W kolumnie marszowej śpiewano:
Marsz, marsz Dąbrowski z ziemi ruskiej do Polski
Generał Sikorski przybył do Moskwy w ostatnim dniu listopada 1941 roku. W rozmowach ze Stalinem wzięli udział też generał Anders i Mołotow. Sikorski upomniał się o Polaków nadal przetrzymywanych w więzieniach i lagrach. Skrytykował utrudnienia masom uwolnionych, poszukujących punktów koncentracyjnych. Był, więc poinformowany na bieżąco. Stalin uchylił się od zajęcia jednoznacznego stanowiska w tej kwestii. Łgał w żywe oczy, kiedy Sikorski powiedział, że poszukiwanie tysięcy oficerów, których listę ma rząd RP, nie dały rezultatu. Nikt z zaginionych nie powrócił. “ To niemożliwe. Oni uciekli” - odparł Stalin. Na pytanie, dokąd, dodał: “Do Mandżurii”. Ani się nie zająknął! Nic w jego imperium nie mogło się zdarzyć bez jego wiedzy i pozwolenia. Oczywiście, wymordowano wszystkich w Smoleńsku i innych kazamatach.

Niemcy po zajęciu tamtych terenów odkryli smoleńskie masowe groby. Dla celów propagandowych, zaangażowali bezstronnych naukowców do badań, które udowodniły bez żadnych wątpliwości, że mordercami byli siepacze NKWD. Większość zgładzono strzałem w tył głowy. Używana amunicja była radziecka. Nawet rany od ukłuć bagnetów pasowały do kształtu bagnetów sowieckich, różniących się znacznie od płaskich bagnetów uzbrojenia wermachtu. Nade wszystko czas egzekucji, potwierdzał, że nie mogli dokonać tego Niemcy.
W dalszej rozmowie obaj generałowie - Sikorski i Anders wskazali, że warunki formowania wojska polskiego uniemożliwiają szkolenie żołnierzy, zagrażają ich życiu. Brakuje, bowiem niezbędnego wyposażenia, mundurów, żywności, środków sanitarnych, podstawowych leków, mydła, a nawet broni. Wobec takich braków, konieczna będzie ewakuacja całej armii do Iranu. Stalin zakwestionował chęć Polaków do walki - “ ...Obejdziemy się bez was” - powiedział rozdrażniony.
W końcu satrapa obiecał poprawę zaopatrzenia pod warunkiem, że to on będzie kontrolował dostawy brytyjskie dla polskich formacji. Zarezerwował sobie rolę dobrego wujka, na rozdawanie nie swoich darów.
Moskiewskim targiem uzgodniono, iż dywizje polskie osiągną łącznie 96 tysięcy żołnierzy i 30 tysięcy osób formacji pomocniczych. Stalin zgodził się na ewakuację 25 tysięcy żołnierzy, uchylił się natomiast od rozmów w sprawie przyszłych granic Polski. Jego zdaniem jeszcze czas nie dojrzał do porozumienia na ten temat. Oświadczył jedynie, że Polska winna wyjść z wojny wielka i silna z granicą opartą na Odrze. Oznaczało to zamiar przesunięcia Polski na zachód, co wcześniej już planował car Mikołaj II. Stalin dał jasno do zrozumienia, że ZSRR nie zrezygnuje ze zdobyczy terytorialnej w Polsce.
Po konferencji generał Sikorski zaniemógł. Dopiero po 4 dniach zjawił się w Tockoje, witany niczym uosobienie miłosierdzia. Przepraszał, że nie może uścisnąć wszystkich wyciągniętych ku niemu rąk. Wyglądał na bardzo zmęczonego. Niektórzy zapamiętali go jeszcze z Polski przed wojną. Przybyło mu siwizny na skroniach, ale poruszał się prężnie i głos miał zdecydowany jak dawniej. Sam jego polski, generalski mundur z lampasami dodawał otuchy obozowiczom i wolę przetrwania w tej sowieckiej mizerii. >

Cdn.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji