nr. 86
VICTORIA, BC,
Grudzień 2018
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Ks.Paweł
Listopad


E.Klessa-
Wielki dzień

100lecie niepodległości

E.Korzeniowska
Tamto Zakopane

w 1884 roku

Kurier Codzienny
Paderewski

Tworca wlasnego losu

E.Caputa-
Błękitna armia

100lecie niepodległości

E.Kamiński-
Exodus z Kraju Rad

Zapiski

J.Łach
Lalki

pani Paderewskiej

Paderewski
do Polonii
odezwa z 1915

ECK
The White Eagle Band
fotoreportaż

Rozmaitości

Indeks autorów

Paderewski do Polonii

(odezwa z 25 maja 1915)

Rodacy, drodzy bracia moi.’
Od lat już wielu na Was tu osiadłych Naród cały Polski spogląda z duma i radością.
Wywiodła Was z dalekiej ubogiej Ojczyzny nieustraszona odwaga Polskiego Ludu, a kraj ten nowy przyjął Was chętnie w olbrzymie swe ramiona. Znaleźliście tu wolność. Znaleźliście poszanowanie praw ludzkich i boskich. Znaleźliście żyzne pola, miasta bogate, pracę, wydajny, zarobek obfity, choć ciężkim okupiony trudem. Urośliście w znaczenie i powagę, staliście się wzorowymi tego państwa obywatelami, a jednak węzłów serdecznych, co Was z Ojczyznę, łączą nie zerwaliście nigdy.
Przy wierze Ojców stoicie niewzruszenie, macierzystego nie zapominacie języka, boście świadomi, że niema na świecie mowy piękniejszej ani bogatszej nad naszą, nad polską. Liczbą i siłą stanowicie Poniekąd czwartą naszą dzielnicę. Oświata i dostatkiem, uzdolnieniem do zbiorowej pracy, doświadczeniem w przeróżnych zdobytem zawodach stanęliście wysoko. To też Naród Polski dumnym jest z tego, żeście krwią krwi Jego, kością Jego kości.
Zamiarem moim było odwiedzić wszystkie znaczniejsze zbiorowiska Wasze. Pragnieniem moim było gorącem zbliżyć się do Was osobiście, żywem słowem, uścisnąć Wasze spracowane dłonie, pokrzepić stroskane serce widokiem dzielnych amerykańskich Polaków.
Nie wiem wszelako, czy mi praca ciężka, tutaj podjęta, na wszystkich pozwoli być zebraniach, nie wiem, czy Was wszystkich ujrzę me oczy, a że mi odezwać się pilno, dla tego na piśmie do Was się zwracam i oto od znękanej, zakrwawionej Ojczyzny składam Wam pokłon i pozdrowienie.
Jestem Wam bratem. Dla wszystkich, którzy tu jesteście jednakie braterskie żywię uczucie, miłość gorącą i serdeczną.
Jestem Polakiem, wiernym synem Ojczyzny. Myśl o Polsce wielkiej i silnej, wolnej i niepodległej była i jest treścią mego istnienia; Urzeczywistnienie jej było i jest jedynym celem mego życia.
Choć większość lat przeżytych spędziłem wśród obcych, nie sprzeniewierzyłem się jej ani na chwilę i nie sprzeniewierzę nigdy.
Każdy z nas Polskę kocha, lecz nikt jej więcej ode mnie kochać nie może.
Nie należę do żadnego politycznego stronnictwa i nie przychodzę Was pouczać byście w tym lub innym poszli kierunku. Sprawę tę rozstrzygnął już Naród, rozstrzygnął Lud Polski. Sprzyja on dobrym, nie wrogom wierzy i Ufa w Boga i we własną moc.
Pomimo iż dziś cały krwią i łzami ocieka duch w nim wciąż tkwi silny, duch Piastów, Chrobrego. Pójdziecie jak Wam wskaże serce.
Przybywam tu z ramienia Generalnego Komitetu Ratunkowego w Lozannie, na którego czele, jako już wiecie, stoi najzasłużeńszy, najgodniejszy ze wszystkich żyjących synów Polski - Henryk Sienkiewicz.
Członkami Komitetu są ludzie zacni, prawi, ogólnie szanowani, ludzie bez skazy, ale tylko tacy, którzy wobec wielkich dziejowych wypadków, bez względu na zawody i urzędy, żadnego skrajnego nie zajęli stanowiska. Innych, mimo najgłębszego szacunku, jaki dla wszystkich żywimy przekonań, do naszego grona nic mogliśmy powołać, gdyż to by działalność naszą wielce utrudniło.
Przybywam tutaj z wyciągniętą dłonią prosić o pomoc dla kobiet, starców, dzieci o wsparcie dla wdów i sierotek, o nasiona dla wyzutych ze wszelkiego mienia, ograbionych kmieci, o chleb dla zgłodniałej rzeszy robotników polskich, którzy dziś nigdzie nie znajduję pracy.
Ojczyzna nasza w gruzach i popiołach. Potomkowie tych co ją ongi rozdarli bezwstydnie, dziś ję zawzięcie niszczą; jedni rozmyślnie, krwiożerczo, drudzy z konieczności, wszyscy bezlitośnie. Wojna straszna, okrutna, najpotworniejsza w dziejach, na naszej toczy się ziemi. My sami przemocą wepchnięci w bojowe szeregi, walczyć musimy, brat przeciwko bratu, niszcząc własnoręcznie biednę Ojczyznę. Nie jeden podpala domek gdzie stała jego kolebka, rozwala świątynię gdzie otrzymał chrzest święty, burzy cmentarz wiejski gdzie spoczywają przodków jego kości..,..
Upadły zamożne miasta, runęły odwieczne świątynie, spłonęły tysiące wsi polskich. Miljony ludzi wałęsa się bezradnie wśród rozwalin i zgliszcz, kryje się po jamach, po rowach. Nie staje już i lasów, bo je wycięto i łąk już niema, bo je wydeptano, nawet ziemia nawa, polskiego kmiotka największe ukochanie jęczy w bólu bezmiernym, bo ją pokrajano na okopy, wydobyto na wierzch jej wnętrzności.... Olbrzymi szmat Ojczyzny zburzony jest doszczętnie. Wszędzie gdzie wrzała lub wre walka/wszędzie nędza, głód, zaraza! I oto w takiej strasznej chwili przychodzę, niby żebrak jakiś wołać o pomoc dla ginących tłumów, kołatać do obcych i swoich.
Jako dobrzy bracia, jako bracia rodzeni, współczujecie wszyscy wielkiej Ludu Polskiego niedoli, świadomi krwi obowiązków przychodzicie mu z pomocą, składacie grosz ofiarny, ciężką zdobyty pracą, spieszycie na ratunek z uczuciem głębokiem i tkliwem, na jakie tylko Polacy zdobyć się potrafią. Danina serc Waszych jest dziś chlebem Polski, Jej pociechą, podporą. Ofiarność Wasza już uratowała rodzin tysiące, a pokrzepiła miljony.
Ale Naród, choć zgłodniały, nie tylko strawy łaknie, nie tylko chleba żąda, nie tylko o grosz woła. On Was prosi jeszcze o ofiarę największą, o ofiarę namiętności Waszych, o dobrą wolę, o jedność i zgodę.
Nie masz wprawdzie narodu na świecie, w którym by stale panowały jedność i zgoda. Bóg tak ludzi stworzył, że nie wszystkim jednako układają się myśli, nie wszyscy jednako na świat patrzą, nie wszystkich serca jednakim biją ruchem. Ale gdy wybije godzina trwogi, gdy wszystkim członkom narodu grozi niebezpieczeństwo, ludzie się łączą, skupiają, jednoczą, idą ławą wszyscy jak jeden.
Dziś niemal każdą chwilę śmierć braci lub sióstr naszych znaczy. Po całej Polsce kroczą, nieustannie ponure, żałobne orszaki, wszędzie powstają mogiły i krzyże ubogie. Czy nam wobec jęku wdów i matek, przy rozpaczliwym płaczu sierocym, na tym wielkim pogrzebie kłócić się przystoi? Czyśmy nie zdolni w tak bolesnej a uroczystej godzinie zachować spokój, powagę i godność?
Ażali nam wolno sprzeczać się i swarzyć, oskarżać się wzajem o odstępstwo, zdradę, wyrzucać sobie grzechy nigdy nie popełnione, winy zawsze niemal wspólne.
Spojrzyjcie na Niemcy! Czy tam socjaliści występują obecnie przeciwko znienawidzonemu przez siebie militaryzmowi?
Spojrzyjcie na Anglję! Czy tam Konserwatyści nie przystępują do pracy po społu z przeciwnikami, literałami?
Wszyscy zaniechali stronniczych kłótni, wszyscy stoją przy narodowych sztandarach, wszyscy wspólnie się bronią, bo wszystkim wspólne grozi niebezpieczeństwo. Tak i tu być powinno i wierzę mocno, że się tak stanie.
Na bieg wypadków doby obecnej, wychodźtwo nasze tutaj, niestety, wpływu mieć nie może. A gdyby nawet wpływ jakiś mieć mogło, to jeszcze, ze względu na ten kraj, z którego gościnności w całej pełni korzysta, od wszelakiego naruszenia jego neutralności powstrzymać się musi. Natomiast gdy wojna się skończy, gdy losy Polski istotnie ważyć się zaczną, gdy dojrzałość nasza może być wzięta w rachuby, od postawy naszej godnej a zgodnej, poważnej a dostojnej wiele, jeżeli nie wszystko, zależeć będzie:
Bracia moi ukochani. Wybaczcie, że tak śmiało do Was się odzywam i proszę, byście w obliczu tej niezmierzonej klęski, co na kraj
nasz spadła, zaniechali waśni, bo są jałowe, zaprzestali sporów, bo Wam mącą myśli i odrywają od ofiarnych czynów.
Szanujcie przekonania szczere, uczciwe. Nie uwłaczajcie ludziom, którzy bez wątpienia tak samo jak i Wy szczęścia Ojczyzny pragną, jeno inną drogą ku temu dążą. Nie lżyjcie bojowników naszych, którzy po tej lub innej stronie dobrowolnie krew swą bohaterską przelewają. Ci, co na śmierć idą, nie mają żadnych samolubnych celów. Mogą się mylić, ale są uczciwi, a że są waleczni, cześć im się należy za działalność, za męstwo.
Gdy nieszczęście minie, wrócicie do dawnych swych rozpraw, a tymczasem zapomnijcie urazy, połączcie się, podajcie sobie dłonie, jeżeli nie do trwałej zgody, to do wspólnej pracy, za którą Wam Polska na zawsze pozostanie wdzięczną.
Oby te słowa, w wielkiem Ojczyzny ukochaniu poczęte, trafiły do serc Waszych Rodacy! Oby Was złączyły, zjednoczyły, jakbym ja Was wszystkich pragnął w jednym gorącym złączyć uścisku.
Wdzięczny brat Wasz i sługa

I.J.Paderewski >


  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji