nr. 87
VICTORIA, BC,
Styczeń-Luty 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZACE IMPREZY
I WYDARZENIA

Biesiada Welentynkowa
Dom Polski
sobota, 16 luty

Bridge+Wolak Duo
Dom Polski
niedziela, 10 marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

ECK - Spirala
paranoi


A. Kepiński-
Nastawienia

urojeniowe

W.Widział
Rząd Lubelski

1918 roku

L.Mongard-
Wspaniała Karolina

Lanckorońska

P.Topiński-
Choroba Crohna

Czy będzie Nobel?

E.Kamiński-
Szara eminencja

Zapiski

E.Korzeniowska-
Pan Twardowski

w Bydgoszczy

Z.Kossak-
Kulig
za dawnych lat

ECK
Teatr Brawo-
100lecie niepodlefłości
fotoreportaż

Mniszkówna-
Trendowata
cz. 40

Rozmaitości


Indeks autorów

Edward Kaminski

Rozważania wokół “szarej eminencji”
zapisków ciag dalszy

Krótka wizyta naczelnego wodza wojska polskiego, generała Władysława Sikorskiego zamieszała w twardej codzienności obozu polskiego w Tockoje. Pozostawiła mieszane uczucia i reakcje. Każdy tam przeżywał to na swój sposób jeszcze szereg dni po jego wizycie. Do mnie - wspominał Stanisław - przyczepiła się jak rzep psiego ogona, melodia marszu Pierwszej Brygady. Snułem się nucąc po nosem słowa hymnu Legionów Piłsudzkiego, te śpiewane, kiedy sam w 1919 roku znalazłem się w ich szeregach:

Legiony to - żebracza nuta,
Legiony to - ofiarny stos,
Legiony to - żołnierska buta,
Legiony to - straceńców los !

Zwłaszcza część refrenu, który powtarzałem bezwiednie “ w koło Macieju.”

Na stos !
Rzuciliśmy swój życia los,
Na stos, na stos !

Piłsudzki też lubił tą pieśń i śpiewał ją, jak tylko okazja była ku temu, ale głosu nie miał za grosz.
Oprócz ogólnego entuzjazmu, ożywienie wzbudziło jakby z uśpienia zmiany w wzajemnych relacjach między niedawnymi jeszcze jeńcami, zjednoczonymi wspólną niedolą. W przerwach zajęć z wyszkolenia wojskowego i w wolnym czasie tworzyły się odseparowane od siebie grupy. Zwolenników rządów sanacji przed wybuchem wojny można było - z domysłem - poznać z usłyszanych ukradkiem tytułów, jakimi zwracali się do siebie. Panie mecenasie, panie naczelniku... inżynierze, profesorze, doktorze ... Padało gęsto. Było w tym coś komicznego, bo władając wyszukanym językiem pałaców, w postrzępionych, połatanych mundurach, prezentowali się - oczywiście nie z własnej winy - jak banda obwiesiów. Opozycjoniści z tamtych czasów obchodzili się bez takich zwrotów towarzyskich, znać, że pochodzili z innych, różnych warstw społecznych. Trzeba było zobaczyć jedyne swego rodzaju widowisko, jak ta ciżba obdarciuchów defilowała przed generałem Sikorskim. Uparli się wyrazić swoją gotowość do walki. Wyszło groteskowo. Marsz w przepisowym szyku wzbudzał tumany kurzu na piaszczysto-glinianej drodze. Nie było słychać defiladowego kroku na baczność na miękkim podłożu, ale i też z braku butów wielu - miało owinięte nogi szmatami.
Nie muszę chyba dodawać - mówił Stanisław, z którą grupą znalazłem wspólny język. Ja z dziada pradziada Wołyniak, z zapadłego zaścianka Polski. Gdzież mi tam było do tych wyżyn stołecznych. Brakowało mi powiązań, znajomości, poparcia, nie mówiąc już o wyższym niż gimnazjalne wykształceniu. Byłem przede wszystkim legionistą i tu się zaczynała cała gama sprzeczności, które targały moim życiem. Od najmłodszych lat w domu wielbiono Piłsudskiego, był niemal członkiem rodziny. Jego marsowy, sumiasty portret na ścianie, dzieci nazywały dziadkiem. W roku 1919 miałem 21 lat i rwałem się do wojaczki, Okazją był zaciąg do legendarnych już wtedy Legionów. Przyjęto mnie z otwartymi ramionami. Powinienem, więc być zwolennikiem sanacji, to jest ugrupowania władzy w ustroju, który stworzył Piłsudzki, ale nie wszystko tam mi odpowiadało. Uwielbiałem “dziadka” z portretu w rodzinnym domu, ale też nie zgadzałem się ze wszystkimi jego poczynaniami.
Rola wojska polskiego pod dowództwem marszałka Piłsudzkiego dalece wykraczała poza działalność militarną. Wojsko cieszyło się dużym prestiżem społecznym. Wspomagało ono formowanie jedności społecznej, górowało nad interesami klas i mniejszości narodowych. Jednak z wolna następowały zmiany. Zaczęło się od przeciwstawienia się ścisłej kontroli wojska ze strony sejmu, a od roku 1926 Piłsudzki używał wojsko do manipulacji systemem konstytucyjnym. Przełom w życiu politycznym kraju nastąpił w dniach 12 - 14 maja tegoż roku, kiedy marszałek dokonał zamachu stanu przeciwko ustrojowi, którego sam był inicjatorem. Przez 4 poprzednie lata nie udzielał się w życiu politycznym. Jedynie wyraził protest przeciwko ingerencji władz cywilnych w sprawy dowodzenia wojskiem. Z coraz większa niechęcią obserwował bezsilność i chwiejność kolejnych rządów koalicyjnych. Szczególnie krytycznie odnosił się do rosnących wpływów jego prawicowych oponentów i sobiepaństwa partyjnych polityków opóźniających i utru-dniających przeprowadzenie koniecznych reform, które miały przełamać impas w sejmie. W narastających napięciach powszechnie spodziewano się nawet zamachu stanu

Przeważył duch militarny
Piłsudzki otoczony wiernymi mu pułkownikami uległ ich doradom w duchu militarnym. Namówiono go do zaaranżowania zbrojnej demonstracji, która miała być ostrzeżeniem dla prawicy przed podejmowaniem jakichkolwiek awanturniczych kroków. No i właśnie, mieli tylko postraszyć, a skończyło się awanturą, która z powodzeniem mogłaby służyć, jako scenariusz do sensacyjnej powieści lub filmu.
Na czele kilku zbuntowanych pułków Piłsudzki zajął przyczółki praskich mostów na Wiśle. Tam trafił na niespodziewany opór - stanął twarz w twarz na środku mostu Poniatowskiego z prezydentem Rzeczpospolitej, Stanisławem Wojciechowskim, starym socjalistą i dawnym współpracownikiem Piłsudzkiego. “Trafiła kosa na kamień” - Prezydent zagroził oporem ze strony rządu i lojalnych jednostek wojska. Zbuntowani będą musieli pogodzić się z polityczną klęską. Chcecie skierować broń przeciwko byłym przyjaciołom i podkomendnym - zapytał? Takie upokorzenie dla Piłsudzkiego było nie do pomyślenia. Wydarzenia zaszły za daleko. Nie było już odwrotu. Zamierzone ostrzeżenie przerodziło się w starcie zbrojne.
Walki trwały 3 dni. Zwłaszcza zaciekłe potyczki toczyły się o zdobyci Śródmieścia stolicy. Na wszystkich głównych skrzyżowaniach ulic dostępu broniły karabiny maszynowe przeciwników. Zginęło 300 żołnierzy, ponad 1000 odniosło rany. Ogólnie w kraju rząd miał większe poparcie w społeczeństwie i dysponował większymi siłami. Jednak o klęsce obrony zdecydował strajk kolejarzy-socjalistów. Sparaliżowali oni transport kolejowy uniemożliwiając posiłkom rządowym szybkie dotarcie do stolicy. Rankiem 14 maja 1926 roku Prezydent Stanisław Wojciechowski i Wincenty Witos, przewodniczący prawicowo-centralnej koalicji rządowej, podali się do dymisji.
Przez następne 9 lat Piłsudzki był autentycznym władcą Polski. Jego obóz zdominował życie polityczne kraju. Nie przyjął jednak proponowanej mu prezydentury, tym samym kontroli spraw politycznych. Zachował sobie tytuł marszałka wojsk. Wolał pozostać w roli “szarej eminencji” decydującej o wszystkim.
Z inspiracji marszałka premierem pierwszego z licznych następnie, krótkotrwałych rządów został Kazimierz Bartel, profesor matematyki, a prezydentem Ignacy Mościcki, profesor chemii, obaj na Politechnice Lwowskiej.

Każdy z każdym “darł koty”
Po śmierci Piłsudzkiego w 1935 roku dzia-łalność wojska wraz z Obozem Zjednoczenia Narodowego (OZON) nabrały jawnie polity-cznego charakteru. Ustrój, który wyłonił się w 1926 roku utrzymał się aż do upadku w 1939 roku. Takie osobowości jak marszałek Śmigły Rydz i pułkownik Józef Beck, zdominowały tak zwany “rząd pułkowników”. Na początku głównym narzędziem sanacji było ugrupowanie zwane Bezpartyjnym Blokiem Współpracy z Rządem (BBWR) założony w 1926 roku przez pułkownika Walerego Sławka, bliskiego przyjaciela Piłsudzkiego. Jak to wszystko działało? BBWR jest dobrym przykładem: Już po roku, w głosowaniu, Blok stracił poparcie uzyskując zaledwie jedną czwartą głosów ogółu wyborców, ale w 1930 roku odzyskał głosy, bo aresztowano czołowych przeciwników i unieważniono ich kandydatury. Przez cały czas Sanacji stopniowo ograniczano skuteczność działania demokratycznej opozycji. Przeciwstawiając się działalności BBWR popieranego przez rząd, główne partie w sejmie - Chrześcijańska Demokracja (ChD), Narodowa Partia Robotnicza (NPR), Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) i Polska Partia Socjalistyczna (PPS) połączyły wysiłki tworząc w roku 1929 blok międzypartyjny pod nazwą Centrolew. Rok później zwołali Kongres Obrony Prawa i Wolności Ludu. Niecałe trzy miesiące później wszyscy przywódcy Centrolewu zostali aresztowani i osadzeni w więzieniu wojskowym w Brześciu. Każdy z każdym “darł ze sobą koty” w najlepsze, a po śmierci Piłsudzkiego jeszcze lepiej, jak tylko “prawdziwy Polak” potrafi. Sanacyjny reżim nie upadł nawet po śmierci jego twórcy. Demokracja parlamentarna załamała się po zaledwie 8 latach i nie zastąpił ją żaden inny spójny system. Gwałt i przemoc zdarzały się coraz częściej. Zamordowanie Gabriela Narutowicza w 1922 roku, pierwszego konstytucyjnego prezydenta dało początek serii głośnych morderstw politycznych. W latach trzydziestych sytuacja zaczęła się pogarszać. Nasiliły się represje w stosunku do mniejszości narodowych, wzrosło zagrożenie dla ludności ukraińskiej na wsiach i bezpieczeństwo Żydów w miastach.
Pogorszenie odczuwano w wielu dziedzinach gospodarki krajowej. Reforma rolna straciła początkowy rozpęd, los chłopa nie uległ poprawie, reforma gospodarcza i przemysłowa przy wciąż dużym bezrobociu przyniosła nikłe rezultaty - można by wyliczać, wyliczać

Pytania bez tymczasowych odpowiedzi
Zadziwiające jest, że poza nasileniem się strajków chłopskich, nie było ogólnej rewolucji w kraju. Czyż można odpowiedzieć bez poprzedzających badań socjologicznych ogarniających wszystkie warstwy społeczeństwa kraju, jeszcze na to nie czas - mówił Stanisław. Mogę jedynie dywagować o własnych odczuciach, zwłaszcza o tych, które podzielały ze mną (w przybliżeniu) moja rodzina, koledzy, środowisko. Polskie społeczeństwo, którego większość zwłaszcza na wsi w spuściźnie po zaborach nie umiała czytać ani pisać, nie znała takich pojęć jak demokracja, rządy parlamentarne. Nie byli jeszcze przygotowani do osądzenia systemu. Dla nich władza była dobra lub zła i ograniczała się do najwyżej powiatu. Gdzieś tam w dalekiej Warszawie zasiadał jakiś inny, bo tym razem polski “Cysorz” - mówili zupełnie niegramotni. Wśród nieco bardziej “oświeconych” hołubiony komendant Legionów nie podlegał krytyce. Piłsudzki - mówiono - nie miał wyjścia. Całe jego poświęcenie, ofiary legionistów na polu chwały szły na marne. Nieustanne kłótnie zwaśnionych przywódców partii zagrażały tak trudno wywalczonej wolności,... “a te wszystkie polityki ino patrzyły żeby samemu się nachapać wspólnego dobra”.... “ Tylko on jeden troszczył się o kraj. Tylko patrzeć bolszewiki znów tu wejdą albo Niemce”.
Wydaje mi się - mówił Stanisław - że trzeba osądzać sytuację w powiązaniu z porównawczy-mi problemami innych krajów. Było u nas niesprawiedliwie, ale nie aż tak źle jak u sąsia-dów. Nie tak źle, to znaczy lepiej. Nie było głodu i masowych morderstw. Nie było bestialstwa faszyzmu jak u Niemców i zagłady milionów ofiar stalinizmu w bolszewickiej Rosji.
Jak pewnie każdy Polak powinien, mam uczucie wstydu, że mieliśmy w kraju polski obóz koncentracyjny - mówię o obozie w Berezie Kartuskiej dla odosobnienia przeciwników sanacji, zwłaszcza terrorystów i różnych osobników posądzonych o nielegalną działalność. Skazywano na pobyt 3 miesięczny, który można było przedłużać, jak np. członkom Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), po tym, gdy bojówka tej organizacji zastrzeliła na ulicy Foksal w Warszawie Bronisława Pierackiego, wiceministra spraw wewnętrznych, zaufanego człowieka Marszałka Piłsudzkiego. Bojówką kierował ukraiński polityk Stepan Bandera. Wśród kilkunastu tysięcy osób, które przewinęły się przez Obóz w Berezie Kartuskiej, poza 4,5 tysiącami ukraińskich nacjonalistów, znajdowali się działacze Komunistycznej Partii Polskiej (KPP), Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) a także ludzie związani ze Stronnictwem Ludowym (SL) i Polską Patrią Socjalistyczną (PPS). Żydów przeważnie osadzano tam za rzekome machinacje i nadużycia finansowe.
Na całym świecie więziennictwo jest niezbędną instytucją utrzymującą w ryzach kryminalne elementy. Zarazem do służby w więzieniach lgną wszelkiego autoramentu sadyści, którzy tam wyżywają się na więźniach mniej lub bardziej, w zależności na ile im pozwoli ustrój i system prawny danego kraju. Obóz w Berezie Kartuskiej jest tego potwierdzeniem. Bowiem znęcanie się nad trzymiesięcznymi aresztantami było celowym zamierzeniem władz, żeby “nieprawomyślnym” wybić z głowy jakiekolwiek wystąpienia przeciwko panującej sanacji. Wskazują na to również warunki, w jakich trzymano zatrzymanych.
Uwięzieni w normalnych miejscach skazania mówili, że woleli siedzieć tam rok niż miesiąc w Berezie Kartuskiej. W gruncie rzeczy niewiele wiemy o tym obozie owianym tajemnicą. Opowiadanie o nim, mogło się skończyć aresztem. Ci, którzy już tam byli woleli milczeć o “ogrodzie tortur”, ale i tak, co nieco przeciekło. Aresztowani byli wiecznie głodni. Racje żywnościowe były za duże żeby umrzeć z głodu, ale za małe by mogli normalnie funkcjonować. Tym bardziej, że byli zmuszani do 8 godzinnej, ciężkiej pracy, przy tym zupełnie bezsensownej. Kopanie i zakopywanie tych samych rowów, przenoszenie kamieni z jednego miejsca w drugi i z powrotem. Bito ich pałkami nader często i bez żadnego powodu. Bicie, kopanie poniżanie wyraźnie sprawiało strażnikom sadystyczną przyjemność. Szczególnie upokarzające było czyszczenie ustępów, małą szmatką, praktycznie, więc gołymi rękami. Tylko raz dziennie rano można było się załatwić. Wielu, którzy nie wytrzymywali trzymanie moczu i kału, chodziło ubabranych odchodami i okrutnie śmierdziało. Za to byli dotkliwie pałowani, a nie mieli możliwości uprania odzieży.
Jedynie niedziela była wolna od pracy, ale przymusowo musieli uczestniczyć w mszach w obrządku rzymsko-katolickim, bez względu na wyznanie. Nie było wyjątków dla Żydów i ateistów. Wolno też było, też pod przymusem, poświęcić, co najmniej pół godziny na pisanie listów do rodziny, ale tylko po polsku, tak by ostra cenzura mogła odczytać. Nie mogli, więc pisać Ukraińcy, którzy nie znali polskiego.
Trzeba dodać - mówił Stanisław - że istniała możliwość szybszego niż po trzech miesiącach zwolnienia z obozu. Warunkiem było podpisanie deklaracji lojalności, tak zwanej “lojalki” wobec sanacji. Dużo osób, najwięcej polityków, po zwolnieniu wracało do Berezy za kontynuowanie działań przeciwko reżimowi. Po roku 1938 wprowadzono nową deklarację. Zwolnienie zależało od zgody na współpracę, inaczej mówiąc za donosy ze środowiska, w którym dotychczasowo działali. Inna możliwość wcześniejszego zwolnienia była też na prośbę rodziny lub współpracowników aresztanta.
Wszystkie okropności, które wymieniłem nie można porównywać z łagrami bolszewickimi, w których umorzono głodem lub kulą w łeb miliony skazańców, starców, kobiet i dzieci. W ciągu 5 lat istnienia obozu w Berezie Kartuskiej zmarło tylko kilkanaście osób. Po zakończeniu tej wojny i powrocie do normalnego życia, z pewnością dowiemy się więcej z przeprowadzonych badań naukowych. Teraz mogę się tylko domyślać ile razy musiałbym czyścić klozety w Berezie Kartuskiej. Z moimi poglądami, mimo uznania, jakim darzę Piłsudzkiego, oberwałbym tam pałą wiele razy. >

Cdn.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji