nr. 87
VICTORIA, BC,
Styczeń-Luty 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZACE IMPREZY
I WYDARZENIA

Biesiada Welentynkowa
Dom Polski
sobota, 16 luty

Bridge+Wolak Duo
Dom Polski
niedziela, 10 marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

ECK - Spirala
paranoi


A. Kepiński-
Nastawienia

urojeniowe

W.Widział
Rząd Lubelski

1918 roku

L.Mongard-
Wspaniała Karolina

Lanckorońska

P.Topiński-
Choroba Crohna

Czy będzie Nobel?

E.Kamiński-
Szara eminencja

Zapiski

E.Korzeniowska-
Pan Twardowski

w Bydgoszczy

Z.Kossak-
Kulig
za dawnych lat

ECK
Teatr Brawo-
100lecie niepodlefłości
fotoreportaż

Mniszkówna-
Trendowata
cz. 40

Rozmaitości


Indeks autorów

Ewa Korzeniowska

Pan Twardowski

Pan Twardowski na kogucie, w jednym papciu w jednym bucie… odliczały kiedyś dzieci na bydgoskich podwórkach. Odliczanka wywodzi się pewnie ze starego podania o wizycie najsłynniejszego polskiego maga w grodzie nad Brdą.
A było tak: po śmierci ukochanej żony, królowej Barbary w roku 1551 król Zygmunt August II (1520-1572) wpadł w żałobny letarg. Po kilku latach wyleczył króla, mieszkający w Krakowie uczony nauk wszelkich, znawca białej i czarnej magii, astrolog, alchemik i szarlatan w jednej osobie, nijaki Mistrz Twardowski. Otóż Twardowski - nikt dziś nie pamięta jego imienia - jak plotka głosi, wywołał widmo, coś co uznać można za pierwszy w świecie hologram, przywołując do życia zmarłą królową Barbarę, a ta nieboraczka wyznała mężowi, że została otruta przez nienawistną teściową, królową Bonę Sforza (1494-1557). Owa Bona, by poślubić króla Rzeczypospolitej Zygmunta I Sta-rego (1467-1548) przybyła do Polski z Włoch i w ciągu długiego panowania wiele dobrego zrobiła dla Polski i Polaków, między innymi nauczyła nas jeść warzywa i zioła. Zioła w tamtych czasach miały praktyczne zastosowania. Używały ich między innymi osoby parające się magią. Zioła w sztuce czarnoksięskiej były niezbędne. Wiedział o tym Twardowski wywołując wizerunek królowej.
Twardowski potrafił więcej niż inni, był odważny i zapomniał o swoim sumieniu, przeżył wiele przygód, które towarzyszyły mu niemal od kołyski. No, bo jak nie nazwać przygodą fakt, że jego rodzony ojciec już na starcie sprzedał duszę maleńkiego syna diabłu? Co prawda Twardowski, jako podrostek udał się do samego piekła i cyrograf odzyskał, ale diabli zaprzysięgli mu zemstę, a zwłaszcza ten jeden, który musiał zwrócić dokument na byczej skórze pisany.
Diabeł, więc nie opuszczał młodzieńca ani na chwilę. Czaił się cały czas, gdzieś w ukryciu czekając swojej okazji. A Twardowski pochłonięty był zdobywaniem wiedzy. Z zapałem studiował różne jej dziedziny: nauki filozoficzne, biologiczne, alchemię, geografię, matematykę, reto-rykę i astronomię… Zagłębiał się w pradawne teksty i właściwie nigdy nie przestał studiować. Swą wiedzę zaczął wykorzystywać w sposób przewrotny. No, a diabeł tylko na to czekał. Przyłapując go grzechu cudzołóstwa z żoną kolegi złapał go za kołnierz i zmusił do ponownego podpisania cyrografu. W zamian za bogactwo, talenty wszystkie, potęgę nadprzyrodzoną, władzę i sławę Twardowski zgodził się oddać diabłu swoją duszę.
Od tego czasu moc Twardowskiego rosła wraz z jego sławą bogacza tarzającego się w zbytkach i luksusach. Dla Twardowskiego nie było rzeczy niemożliwych. Miał nawet moc ożywiania umarłych. Po tym jak wywołał ducha królowej stał się nadwornym magiem króla. Parał się alchemią próbując uzyskać złoto w trakcie kombinacji rożnych chemicznych eksperymentów. Potrafił uzdrawiać, roz-budzać miłość lub nienawiść, odbierać krowom mleko i mleko zamieniać w okowitę. Ubiegali się o jego wizyty włodarze z różnych polskich miast. Między innymi otrzymał zaproszenie z Bydgoszczy, zacnego grodu założonego przez króla Kazimierza Wielkiego. Wielu posłańców musiało przebiegać odległość z Bydgoszczy do Krakowa i w drugą stronę, wiele gołębi musiało przelecieć, by w końcu burmistrzowi „Wenecji nad Brdą” udał się nakłonić mistrza Twardowskiego do przyjazdu.
W dniu zapowiadanego przez posłańców na koniach z trąbkami przybycia sławnego gościa, na Rynku Starego Miasta, w maju 1560 roku zebrały się tłumy ciekawych mieszczan. W tamtejszym monotonnym życiu bez radia, telewizji, Internetu, książek i prasy przyjazd każdego podróżnika do miasta był sensacją tak samo wielką jak na przykład wieszanie na szubienicy. Ludzie stali długo szepcząc sobie coś, żartując częstując się wzajemnie i dzieląc się zasłyszanymi informacjami, które ktoś komuś… od wędrownego dziada, lub babki, co przyszła na przednówku…
Nagle z wielką siłą dmuchnął ciepły wiatr przyginając do ziemi drzewa rosnące u brzegu Brdy. Powietrze zamigotało złocistym pyłem dalekich pustyń i oczom gapiów ukazał się gigantyczny kogut. Jego pióra błyszczały bogatym blaskiem. Na kogucie siedział przystojny jegomość w czapce z czaplim piórem i w futrzanej szubie na jedwabnym kontuszu o twarzy zdradzającej zamiłowanie do dobrobytu. Nawet gdy machał do wiwatującego tłumu widać było, że robi to rachując swoje zyski i straty. Ludzie podziwiali go, bo cuda słyszeli od wędrownych dziadów przemierzających świat, by wieści roznosić, o jego przedziwnej mocy czarnoksięskiej, dzięki której dokonuje rzeczy zupełnie niezwykłych, których bez magii dokonać się nie da.
Burmistrz Bydgoszczy, Słomka - nikt nie pamięta już dziś jego imienia, zaprosił Twardowskiego, bo chciał się odmłodzić, by przypodobać się młodej żonie. W tamtych czasach ludzie starzeli się znacznie szybciej, choć czas upływał powoli, rytmicznie organizując życie zgodnie z nakazami boskiej natury, porą dnia i porą roku. Ale ten burmistrz chciał więcej niż przeciętny mieszkaniec jego miasta, ponieważ poznał piękną młódkę i dla niej chciał się w młodości zachować. Tylko Twardowski mógł mu w tym pomóc. Sława Mistrza w dziedzinie przywracania zdrowia, witalności czasem nawet życia nie miała sobie równych. Poza tym w mieście wielu było potrzebujących, dlatego przed kamienicą, w której mieszkał Twardowski nieustanie dzień i w nocy stał ogonek ludzi czekających na cud. Niestety wiele kronik i dzienników spłonęło w czasie wojennej pożogi. Mało wiemy o wyczynach Twardowskiego w Bydgoszczy, choć plotka głosi, że przywiózł ze sobą urodziwą dziewkę zapoznaną w Łodzi
Twardowski od zawsze miał sprawy z kobietami. Jako artysta czarnej magii stanowił łakomy kąsek dla niejednej białogłowy, nie mówiąc o młódkach. W takich najbardziej gustował. Młoda dziewczyna u jego boku dodawała mu splendoru, co się zowie, dzięki niej emanował wolnością.
W Bydgoszczy Twardowski dokonał kilku cudów odmłodzenia, powołał do życia paru nieboszczyków, ale co najważniejsze to sprawił, by sylwetka burmistrza obżartucha stała się smukła, a on sam odmłodniał znacznie. Dzięki czarom Twardowskiego, odmłodzony burmistrz poczuł w sobie werwę, by rozwijać życie w mieście. Twardowski wrócił do Krakowa. Mimo całego sprytu i inteligencji, wpadł w ręce diabła i nie było odwołania od tego wyroku. Sprawę dokładnie przedstawia nam Mickiewicz: „Ta karczma Rzym się nazywa, kładę areszt na waszeci” powiedział w końcu diabeł i już szykował się zabrać go żywcem do piekła, ale jakoś w sposób niepojęty wyrwał się Twardowski z diabelskich objęć i uciekł na księżyc. Co jakiś czas wraca do Bydgoszczy i wówczas z okna kamienicy na Rynku Starego Miasta wita przechodniów szukając okazji do czarów. Często też spotkać go można w bydgoskiej farze, gdy modli się przed obrazem Matki Boskiej z różą.>

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji