nr. 87
VICTORIA, BC,
Styczeń-Luty 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZACE IMPREZY
I WYDARZENIA

Biesiada Welentynkowa
Dom Polski
sobota, 16 luty

Bridge+Wolak Duo
Dom Polski
niedziela, 10 marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

ECK - Spirala
paranoi


A. Kepiński-
Nastawienia

urojeniowe

W.Widział
Rząd Lubelski

1918 roku

L.Mongard-
Wspaniała Karolina

Lanckorońska

P.Topiński-
Choroba Crohna

Czy będzie Nobel?

E.Kamiński-
Szara eminencja

Zapiski

E.Korzeniowska-
Pan Twardowski

w Bydgoszczy

Z.Kossak-
Kulig
za dawnych lat

ECK
Teatr Brawo-
100lecie niepodlefłości
fotoreportaż

Mniszkówna-
Trendowata
cz. 40

Rozmaitości


Indeks autorów

Zofia Kossak-Szczucka

Kulig

(...) Karnawał to import włoski, przybyły w podróżnych łubach królowej Bony. Lecz surowy klimat polski nie dopuścił rozpowszechnienia się karnawału we właściwym italskim znaczeniu tego słowa i z ogólnej zabawy ulicznej został tylko pański kulig.
Piękny film, skrzący od barw. Konie buchające parą, fantastycznie przystrojone w pióropusze, chwasty, siatki spływające z zadów aż do sań. Sanie złocone, rzeźbione, sanie w kształcie łabędzia, sanie w kształcie orła, brzęczące janczarami uprzęży, pełne rozśpiewanych par, wlokące barwiste opony przez zaspy śniegowe. Na pierwszych saniach kapela: bębny, skrzypce, basy. Księżyc w pełni, ostre szafirowe cienie na oślepiającej bieli. Choć jasno jak w dzień, przodem pędzą konni z kagańcami. Krwawy odblask różowi śnieg. Na twarzach jadących maski, pod narzuconymi futrami dziwaczne pstre stroje. Kulig! Kulig!
Kraj biały, cichy, chaty uśpione, podobne śnieżnym pagórkom, zdają się nie wiedzieć nic o obcym zjawisku, co niby wicher przelatuje mostki, strąca w pędzie okiść śniegu z drzew. W pobliskim dworze ujadają psy. Stróż nocny wali lagą w okiennice:
- Wstawajta! Maszkary jadą! Już skręcili na groble!
Więc światła w oknach, szum i ruch jak w ulu. Jejmość, jejmościanki stroją się na gwałt drżącymi z pośpiechu rękoma. Jakże tak? Nie dawszy znać? A nie godzi się... Kucharz nieci ogień w kuchni, pachołek czyni toż samo w sieni na wielkim kominie. Służba lata jak szalona. Pan domu już się przyodział i stoi na ganku, gładząc wąsa z satysfakcją. Muzyka z dala wydaje się nikła niby brzęczenie komara, wprędce rośnie, aż zagrzmi tuż, tuż... Już są!
Zatłoczony dziedzi-niec. Konie parskają. Krzyki, śmiechy. Nie rozpoznasz, kto zacz pod maską. Kulig! Kulig!
Maska posiada szcze-gólny urok. Karnawał jest wymysłem italskim, lecz maska - zwyczaj ogólnolu-dzki, zawsze nęcący. Odejść od samego siebie, być, bodaj na krótki czas, kimś całkowicie odmien-nym, działać nie ponosząc za czyny odpowiedzialności, przeobrazić się... Toż przednia uciecha! Wywrócili dom do góry nogami, wypili, zjedli, czym chata bogata, zostawiając próżne spiżarnie i piwnice.
Potańczyli, jeśli w izbach mało miejsca, na majdanie. Konie pokarmione z ręki znów stoją przed gankiem, nim słońce wzejdzie, trzeba odwiedzić jeszcze parę dworów. Bogatszy o sanie miejscowe, orszak wyjeżdża z opłotków, by zaraz popędzić w cwał. Kulig! Kulig! >


  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji