nr. 89
VICTORIA, BC,
KWIECIEŃ 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
w Victorii
zapraszają

Wybory do
Parlamentu Europy

w
Konsulacie RP
w Vancouver


ARTYKUŁY

Od Redakcji

B.Miś -
Polska szkoła.

matematyczna

H.Dzielińska-
Złoty wiek

architektury
niepodległej Polski

W.Widział
Polskie Groby Pańskie

na Wielkanoc

P.Badde-
Cud ognia

w Jerozolimie

L.Mongard-
Święta Hildegarda

patronka naukowców.

H.Jazłowiecka-
Znad dwóch oceanów
wspomnienia

K.Czajka-
Wspólny Dom
Polonii w Półtusku

ECK-
Grób Pański

w Jerozolimie
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 42

Rozmaitości

Indeks autorów

Hanna Dzielińska

Złoty wiek, który trwał 20 lat. Architektura niepodległej Polski.


Architektoniczne eldorado trwało niewiele ponad dwie dekady. Tyle samo czasu czekało na docenienie przez odbiorców w III RP. Bogactwo formalne i materiałowe, różnorodność rozwiązań, podążanie za światowymi trendami przefiltrowane przez rodzimą tradycję sprawiają dały mieszankę fascynującą i inspirującą razem. Jego echa wracają we współczesnych realizacjach, a kolejne miasta przemierzają lokalne wycieczki wypatrujące modernistycznych perełek. Sprawdźmy, co mogą znaleźć.

Miasta-ogrody
Ta koncepcja narodziła się na Wyspach Brytyjskich dwie dekady przed tym, jak marszałek Józef Piłsudski z terenu warszawskiej Cytadeli przekazał światu, że Polska wróciła na mapę Europy. Ale nad Wisłą udało się ją wcielić w życie dopiero po 1918 roku.
Stworzona przez Ebenezera Howarda wizja prezentowała się sielankowo: w niewielkiej odległości (20-30 km) od centrum miast miały powstawać enklawy łączące zalety życia na wsi z samowystarczalnością oferowaną przez miasta. Położone przy liniach kolejowych zapewniały sprawną komunikację z metropolią, oferując mieszkańcom dostęp do usług i instytucji kulturalnych na miejscu.
Miasta-ogrody kształtowane były strefowo. Życie mieszkańców zaprojektowanych na planie koła albo jego wycinku enklaw miast koncentrowało się wokół centralnego placu. To tam znajdowała się świetlica, ośrodek zdrowia, biblioteka. Od niego promieniście odchodziły ulice: zabudowa miała być niewysoka, najczęściej jednorodzinna, a za każdym domem znajdował się rozległy ogród.
Pomysł padł na podatny grunt i już w 1909 roku z inicjatywy doktora Władysława Dobrzyńskiego przy Warszawskim Towarzystwie Higienicznym powstała Delegacja ds. Miast-Ogrodów. Pierwsze plany dotyczyły podwarszawskich Ząbek i Młocin, ale ich realizację przerwał wybuch I wojny światowej. Ostatecznie, już po odzyskaniu niepodległości, według tej koncepcji zakładano m.in. Podkowę Leśną, Włochy, Sadybę i Czerniaków. Autorem dużej ich części był uznany urbanista Tadeusz Tołwiński. Koncepcja Howarda stała też u podstaw założenia gdyńskiej Kamiennej Góry i krakowskiej Nowej Huty.
Spacerując dziś po miastach-ogrodach często można odnieść wrażenie, że dawne ziemiaństwo postanowiło przenieść się do metropolii i jak jeden mąż, pobudowało swoje dworki właśnie na tym osiedlu. Tylko częściowo jest to wrażenie błędne: jednym z trendów dominujących w polskiej architekturze pierwszych trzech dekad XX wieku będzie bowiem właśnie spoglądanie w przeszłość.

Retrospekcja
Wparty na kolumnach ganeczek, trójkątny fronton z neobarokowym kartuszem, prosta bryła kryta czterospadowym albo łamanym dachem – szlachecki dworek przetrwał w zbiorowej świadomości, jako esencja polskości. Dlatego trudno się dziwić, że po 1918 roku architekci chętnie sięgali do repertuaru form dworkowych, głównie projektując zabudowę mieszkaniową. Co ciekawe, często ich zleceniodawcami były środowiska wojskowych, tradycyjnie wierne konserwatywnej wizji świata.
Zdarzały się wprawdzie również utrzymane w tej stylistyce budowle użyteczności publicznej (np. gmach Państwowego Zakłady Higieny w Warszawie), ale był to margines. Te, bowiem, z racji kubatury, znacznie chętniej korzystały z dorobku akademickiego klasycyzmu, w którym specjalistami byli zwłaszcza architekci wykształceni w Rydze czy Petersburgu np. Marian Lalewicz.


W skali makro
Symetryczna osiowa kompozycja, spuścizna antyczno-palladiańska, monumentalizm to elementy, które idealnie komponowały się z potrzebą podkreślenia powagi, mocy i stabilności. Dlatego aż do połowy lat dwudziestych to właśnie akademicki klasycyzm, reprezentowany m.in. przez Kazimierza Skórewicza, Adolfa Szyszko-Bohusza, Kazimierza Wyczyńskiego będzie dominował w architekturze urzędów i instytucji. Za przykład może tu posłużyć rozłożysty gmach Pocztowej Kasy Oszczędności w Krakowie z 1924 roku autorstwa Adolfa Szyszko-Bohusza, młodszy od niego o pięć lat nowy gmach Urzędu Województwa w Katowicach (Kazimierz Wyczyński), Bank Rolny w Warszawie (1927, Marian Lalewicz) czy gmach Instytutu Geologicznego (również Mariana Lalewicza).
Z czasem do głosu zaczął dochodzić modernizm i monumentalizm, rosło zainteresowanie kwestiami konstrukcji i funkcji. Bogata historyzująca dekoracja ustąpiła gładkim, surowym płaszczyznom ścian; a bryłę dynamizowały jedynie starannie skomponowane sekwencje okien czy wertykalnych podziałów. Jednocześnie przemiany na arenie politycznej i rosnący wpływ systemów autokratycznych sprawił, że wymarzonym mecenasem znów stało się państwo.
Znalazło to odzwierciedlenie m.in. w wynikach konkursu na gmach Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (Zdzisław Mączeński, 1927-1930), Biblioteki Jagiellońskiej (Wacław Krzyżanowski, 1931-1939, z przerwami) , stołecznego Muzeum Narodowego (Tadeusz Tołwiński, 1927-1938) i tutejszych Sądów (Bohdan Pniewski, 1937-1939). W sferze planów pozostała dzielnica Marszałka Piłsudskiego wraz z dominantą w postaci Świątyni Opatrzności Bożej.
A tymczasem życie codzienne mieszkańców miast toczyło się w cokolwiek odmiennych sztafażach.

Chcemy być nowocześni
Nowe idee pojawiające się w światowej architekturze lat 20. i 30. błyskawicznie znajdowały naśladowców w odrodzonej Rzeczpospolitej. Liderami w przenoszeniu na rodzimy grunt modernistycznych postulatów byli członkowie grupy Praesens: Bohdan Lachert, Józef Szanajca, Helena i Szymon Syrkusowie, Barbara i Stanisław Brukalscy. W swoich pracach odwołują się do pięciu zasad Le Corbusiera (płaski dach, pasmowe okna, wolny plan, wolna elewacja, konstrukcja oparta na słupach), czerpiąc jednocześnie z ideologii weimarskiego Bauhausu i neoplastycyzmu rozwijającego się w Niderlandach.
Choć formalnie architektura modernizmu miała sprzyjać egalitaryzacji życia społecznego, dużym popytem cieszyła się głównie wśród elit, zarówno intelektualnych, jak i finansowych. Efektem był wysyp na początku lat 30. luksusowych kamienic z mieszkaniami na wynajem (Kamienica Pod Żaglem, Juliusz Żórawski) i wysmakowanych, uproszczonych, odartych z ornamentu, grających układem brył willi. Najbardziej znane to dom własny Bohdana Lacherta i Józefa Szanajcy na warszawskiej Saskiej Kępie i żoliborska willa własna małżeństwa Brukalskich.
Na poziomie urbanistycznym modernizm oznaczał wytyczanie szerokich, wielopoziomowych arterii pomiędzy strefami miasta o odmiennej funkcji (mieszkaniowej, biurowej, handlowej, wypoczynkowej) i wyniesienie zabudowy do góry (drapacz chmur Tadeusza Kozłowskiego i Stefana Bryły w Katowicach, warszawski Prudential Marcina Weinfelda i Stefana Bryły). W taki sposób rozwijała się m.in. Gdynia, Katowice czy Stalowa Wola.
Niezależnie od lokalizacji, „luksy” i dzielnice willowe to tylko mały wycinek rzeczywistości. Tłem dla niej były kształtujące się właśnie w tym czasie osiedla mieszkaniowe.

Znaczące tło
Spuścizną wieku XIX – wieku pary i elektryczności – była wzmożona migracja ze wsi do miast. Zasilała ją zapotrzebowanie zakładów przemysłowych na tanią siłę roboczą. Stale rosnąca liczba przybyszów, którzy po pracy żyją w urągających godności warunkach (sutereny, pozbawione światła podwórka-studnie itd.) postawiła nowe wyzwanie przez architektami i urbanistami. Tak ukształtowała się koncepcja osiedla społecznego. Celem było zapewnienie najuboższym warstwom społeczeństwa dobrych warunków sanitarnych, dostępu do światła słonecznego, przestrzeni i zieleni – wygłuszającej i dającej namiastkę ogrodu. Inspiracją były miasta niemieckie, w polskich warunkach tego typu realizacje powstały m.in. w Łodzi – osiedle Montwiłła-Mireckiego czy na warszawskim Rakowcu (Helena i Szymon Syrkusowie) oraz Żoliborzu (Barbara i Stanisław Brukalscy).
To ostatnie, wznoszone w ramach Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej o czysto lewicowym rodowodzie, stało się przykładem wzorcowej organizacji życia społecznego. Zachętą do wspólnych działań, co poskutkowało skutecznym zacieśnieniem sąsiedzkich więzi, była m.in. wspólne przestrzenie „wychowawczo-organizacyjne”, pralnia, infrastruktura kulturalna. Do dziś na Żoliborzu tradycje społecznikowskie są wyraźnie widoczne, a procent mieszkańców m.in. zaangażowanych w życie swojej wspólnoty mieszkaniowej dwukrotnie przekracza średnią warszawską (dane z 2017 r.).
Jeszcze w 1958 roku Kazimierz Brandys w „Listach do pani Z.” pisał: Mam dla Pani pewną propozycję: Żoliborz. Niech Pani jej nie traktuje w sensie mieszkaniowym; wiem, że Pani lubi swój obecny adres i nie zamierza go zmieniać. Proponuję Pani Żoliborz nie jako dzielnicę, lecz jako światopogląd i obyczajowość. Jest to część Warszawy od dawna zamieszkała przez pracującą inteligencję - dzielnica o tradycjach świeckich, spółdzielczych i demokratycznych. Namawiam Panią na ten model. (…) Żoliborz miał zawsze koncepcję urządzenia kraju, był dzielnicą z programem społecznym, rozwijał akcje ideowe. Wytworzył swój autentyczny typ życia, bardzo europejski a zarazem nic nie mający wspólnego z imitacją: obyczajowość zrzeszonego inteligenta, o skromnych środkach i żywych potrzebach kulturalnych, czytelnika-dyskutanta, krytycznego świadomego widza. Żoliborz mniej pije od innych dzielnic, mieszka i ubiera się mniej modnie niż, dajmy na to, Saska Kępa, czyta więcej niż Mokotów czy Śródmieście, żoliborskie szkoły mają swój własny społecznikowsko-laicki charakter.
Rozwiązaniem problemu deficytu mieszkaniowego miało być również powołanie w 1934 roku Towarzystwa Osiedli Robotniczych. Jego realizacje można znaleźć m.in. w Lublinie, Grudziądzu, Poznaniu, Rzeszowie, Siedlcach i Warszawie. >

Hanna Dzielińska (Hanka Warszawianka) – dziennikarka, która pracę w telewizji zmieniła na pracę przewodnika miejskiego. Autorka niebanalnych wycieczek, spersonalizowanych publikacji o Warszawie, Ilustrowanego Kalendarza Warszawskiego 2019, książek i serii spacerowników tematycznych.
Znajdziesz ją na www.hankawarszawianka.com

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji