nr. 89
VICTORIA, BC,
KWIECIEŃ 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
w Victorii
zapraszają

Wybory do
Parlamentu Europy

w
Konsulacie RP
w Vancouver


ARTYKUŁY

Od Redakcji

B.Miś -
Polska szkoła.

matematyczna

H.Dzielińska-
Złoty wiek

architektury
niepodległej Polski

W.Widział
Polskie Groby Pańskie

na Wielkanoc

P.Badde-
Cud ognia

w Jerozolimie

L.Mongard-
Święta Hildegarda

patronka naukowców.

H.Jazłowiecka-
Znad dwóch oceanów
wspomnienia

K.Czajka-
Wspólny Dom
Polonii w Półtusku

ECK-
Grób Pański

w Jerozolimie
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 42

Rozmaitości

Indeks autorów

Paul Badde

Cud ognia w Jerozolimie


W samym centrum prawosławnych obchodów wielkanocnych odprawiana jest jedna z najstarszych i najbardziej intrygujących ceremonii chrześcijańskich. Uczestniczył w niej Paul Badde, niemiecki dziennikarz i pisarz. To, co zobaczył na własne oczy, opisał w wydanej niedawno w Polsce książce „Twarzą w Twarz”.

Ogień nie ludzką ręką wskrzeszony?
Przysłuchiwałem się, jak potężnie zbudowany grecki mnich ze szczegółami opowiadał pewnej kobiecie z Ameryki, jak powstaje święty ogień, który każdego roku w Wielką Sobotę około godziny 14.00 patriarcha grecki przekazuje wiernym podczas starodawnej ceremonii. Bez zapałek, bez zapalniczki, bez palących się świec, bez niczego, tylko „ze światłości niebiańskiej”. W ułamku sekundy zamienia bazylikę Grobu Pańskiego w morze płomieni. Rok w rok jest to serce prawosławnych, wielkanocnych obchodów w Jerozolimie, co sprawia, że miasto pełne jest pielgrzymów, szczególnie z Grecji, z wysp i z Rosji, starszych pań w czerni i ich nieogolonych mężów, którzy często niestrudzenie czekali całe dnie przed bazyliką Grobu Świętego na małych składanych krzesełkach. „Czy naprawdę wasz patriarcha zapala świecę paschalną cudownym sposobem?” – zapytałem mnicha. Jego oczy świeciły się tak żarliwie, że nawet ja mógłbym zapalić od nich świecę czy papierosa. „Jak może pan w to wątpić?”, syknął, kręcąc głową. „Ten ogień spada w stu procentach z nieba. To jest absolutnie nadprzyrodzony proces. Ten ogień nie jest wskrzeszony ręką ludzką!”

Płomienie nie parzą
Głośne stukanie obwieściło w ciszy pełnej napięcia, że zaczęła się potrójna procesja patriarchy wokół grobu. Muzułmańscy strażnicy bazyliki Grobu Pańskiego w swoich osmańskich mundurach otworzyli mu drogę, uderzając rytmicznie wzmocnionymi metalowymi końcówkami lasek pasterskich w kamienną posadzkę.
Ostatecznie te hałasy znikły w niesamowitej ciszy, kiedy to grecki patriarcha Diodoros I ze swoją śnieżnobiałą brodą ściągnął okazałe szaty liturgiczne i wszedł do grobu przez wąskie przejście. Strażnik zamknął małe, podwójne drzwi. Cisza. Bez najmniejszego powiewu wiatru. Minęła minuta, druga, trzecia... I nagle piorun błyskawicy. To było tak, jak gdyby iskra z płonącego krzewu zapaliła kościół. To był moment, kwestia naprawdę kilku sekund – światło, które patriarcha przekazał u drzwi, było zapalane świeca od świecy i rozpoczęło wielkie świętowanie. Nie trwało to dłużej niż mgnienie oka i każdy trzymał w ręce palącą się świecę. Nagły spadek ilości tlenu w tej niesamowitej przestrzeni, światło nad światłem, jedna wielka ekstaza radości... Teraz tłum także rozproszył się na zewnątrz. Wszyscy podążyli do wyjścia, trzymając świece w dłoniach.
Przed Kamieniem Namaszczenia w atrium pewna Rosjanka wręczyła mi palącą się wiązkę 33 cienkich, stożkowych świec, po tym jak pierwszy błysk ognia przebiegł ekstatycznie po jej ciele, twarzy, włosach i nad chustą jej nakrycia głowy. Płomienie nie parzyły i nie paliły jej włosów czy chusty, tak jak ogień płonącego krzewu ciernistego na górze Synaj nie strawił wysuszonych zarośli na oczach Mojżesza. Ale oczy tej kobiety promieniały. „Christos anesti! Christos anesti ek nekron! Alithos anesti! Chrystus powstał! Wskrzeszony z umarłych! Prawdziwie zmartychwstał!”. To było niewiarygodne.

Świadectwo patriarchy
Później wpadł mi w ręce tekst, w którym sam Diodoros I – patriarcha, którego wtedy widziałem – opowiada, co właściwie dzieje się, kiedy wchodzi do grobu. Patriarcha jest zawsze przeszukiwany przed wejściem do grobu, aby sprawdzić, czy ma ze sobą zapałki lub zapalniczkę. Nie wolno mu zabrać nic z wyjątkiem dwóch niezapalonych świec, a na tę ceremonię zakłada tylko proste, białe ubranie. Sama kaplica też jest wcześniej dokładnie sprawdzona, aby się upewnić, że nie ukryto w niej żadnych źródeł światła. „Wchodzę do grobu – pisze Diodoros – klękam w świętej obawie przed kamienną ławą, na której Jezus był złożony, aby spoczął po śmierci, i gdzie zmartwychwstał. Znajduję drogę w ciemności i padam na kolana. W tym momencie odmawiam pewne modlitwy, które zostały przekazane potomności przez wieki, i czekam. Czasami kilka minut, jednak zwykle ten cud zdarza się zaraz po modlitwie. Niesamowite światło wyłania się z kamienia, na którym Jezus był złożony. Normalnie ma odcień niebieski. Ale kolor może się zmienić i przybierać wiele barw. Ludzkie słowa nie potrafią tego opisać. To światło unosi się jak mgła z morza. To wygląda prawie tak, jakby kamień był otoczony chmurą. Ale to jest światło. Z roku na rok zachowuje się inaczej. Czasami otacza tylko kamień. Innym razem rozświetla całą komnatę pochówkową tak, że ludzie czekający w kościele widzą cały grób wypełniony światłem. Ale on się nie spala. Od 16 lat, tj. od kiedy jestem patriarchą Jerozolimy, nigdy jeszcze nawet broda mi się nie spaliła. To światło jest inne niż ogień, który pali się w lampach oliwnych. W pewnym szczególnym momencie wznosi się ono i tworzy słup, o który mogę zapalić moją świecę. Po otrzymaniu ognia wychodzę i daję go armeńskiemu patriarsze, następnie koptyjskiemu, a potem wszystkim ludziom, którzy są w kościele”.
Od tej chwili sam jestem naocznym świadkiem. Przecież to ja sam na przemian doświadczałem tego: eksplozja światła na całą tę przestrzeń, bicie dzwonów przeszywające do szpiku kości. Moja żona powiedziała, że światło, które skupiło się w małym filarze, przypomniało jej słup ognia na górze Synaj, w którym Bóg szedł przed Izraelitami w nocy, oświetlając swojemu ludowi drogę wyjścia z pustyni do Ziemi Obiecanej. Ale czy my w ogóle możemy wierzyć patriarsze? Czy cała ta rzecz nie brzmi zbyt fantastycznie? Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o czymś takim? Surfuję trochę w sieci i szybko znajduję tam autora wywiadu z patriarchą. To duński dziennikarz Christian Hvidt, który ostatnio jako pierwszy od czasów reformacji katolik został wykładowcą na Uniwersytecie w Kopenhadze. Teraz wykłada na Uniwersytecie Gregoriańskim. Patriarcha w wywiadzie mówi: „Każdego roku ten cud na nowo porusza mnie do głębi. W naszym Kościele doświadczamy wielu cudów i cuda nie są dla nas niczym dziwnym. Często zdarza się, że ikony płaczą, kiedy niebo chce nam pokazać, że jest blisko nas. Mamy też wielu świętych, którym Bóg powierzył wiele darów duchowych. Jednak żaden z tych cudów nie ma tak mocnego znaczenia dla nas jak cud Świętego Światła. To prawie jak sakrament. To czyni zmartwychwstanie Chrystusa obecnym, jak gdyby zdarzyło się kilka lat temu”.

To nie szarlatani
Ceremonia „cudu Świętego Ognia” jest „prawdopodobnie najstarszą chrześ-cijańską ceremonią na świecie, którą celebruje się bez zmian” – tymi słowami Hvidt uzupełnia świadectwo patriarchy. Podobno od IV wieku różne źródła wciąż odnotowują jego niezwykłą moc. A w czasach, kiedy zapałki i zapalniczki były ciągle jeszcze całkowicie nie do pomyślenia, ceremonia ta była opisywana w taki sam sposób – odbywała się w tym samym miejscu, w tym samym czasie, o tej samej godzinie, w tej samej liturgicznej przestrzeni i oprawie. Po lewej stronie przy głównym wejściu do bazyliki Grobu Świętego stoi tajemniczo pęknięta kolumna. Mój przebiegły armeński przyjaciel opowiedział mi kiedyś legendę, że Święty Ogień wydostał się prosto z niej, kiedy Mamelucy próbowali zabronić Grekom przeprowadzania ceremonii cudownego ognia. Ale czy możemy po prostu ślepo ufać takim źródłom? Z drugiej strony, czy możemy po prostu założyć, że grecki patriarcha i wszyscy jego poprzednicy są kłamcami? Albo grupą szarlatanów? Grecy tworzą najbardziej wyróżniającą się społeczność kościelną w Jerozolimie: to tutaj mamy do czynienia z najstarszym Kościołem na świecie. Naturalnie, że Grecy są dumni ze swojego pochodzenia. To zrozumiałe, że inni chrześcijanie w Jerozolimie – od Ormian do Koptów i rzymskich katolików – często zazdrościli im statusu. Grecki patriarcha jest bezpośrednim potomkiem Jakuba, „brata Pańskiego”, pierwszego biskupa Świętego Miasta. Każde imię jego następców było tak wiarygodnie przekazane potomności przez tradycję jak imiona następców apostoła Piotra w Rzymie. Co myśleć o cudownym świetle i niebieskim ogniu z grobu, nie wiem i wiedzieć nie mogę. A jednak faktem jest, że w miejscu, gdzie zapaliła się iskra wiary paschalnej, istnieje specjalna liturgia światła, którego tradycja sięga naj-wcześniejszego okresu chrześcijaństwa. >

Fragment książki Paula Badde „Twarzą w Twarz” (Gość Niedzielny i Wydawnictwo Niecałe, Katowice, Bytom 2013).


  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji