nr. 90
VICTORIA, BC,
LIPIEC 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
w Victorii
zapraszają


ARTYKUŁY

Od Redakcji

A.Koraszewski-
Tylko nie mów

nikomu

Ksiądz Paweł-
Mądrość

na cały
rok

W.Widział
Historia jedwabiu

i szlaku

E.Korzeniowska-
Tkaniny

plemienia Salish

L.Mongard-
Abakanowicz

rzeźbiarka.

L.Lameński-
Polska tkanina
dekoracyjna

I.Krzywicka-
Z Huculszczyzny
obecnie na Ukrainie

ECK-
Żabusia
fotorecenzja

TSB-
Modernizacja

biblioteki

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 43

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 43


– Wybór łodzi zależy wyłącznie od pań.
– Więc jedźmy tą błękitną.
Waldemar skinął na wioślarzy, a ci, poubierani w pasiaste koszule, podprowadzili natychmiast błękitną łódź pod kamienne schodki. Biały maszt łopotał, poruszany wiatrem, fala cicho pluskała, kołysząc łódką; zagięty jej dziób rytmi¬cznym ruchem zdawał się kłaniać towarzystwu.
Jednakże dla wszystkich za mało było miejsca w błęki¬tnej; ordynat skinął, aby podprowadzono pąsową gondolę. Sam usadowił w niej księżnę babkę i pana Macieja, po czym spytał:
– Kto tu siada więcej?
– Ja pierwsza – rzekła hrabina Ćwilecka, podnosząc
dumnie głowę. Paula, vous aussi.
– Oh! non, maman! Ja wolę kolor błękitny! – zaśmiała się figlarnie hrabianka.
– Więc ja z mamą – rzekła panna Michalina i lękliwie weszła do łodzi.
Waldemar wprowadził jeszcze parę osób. – Panie Trestka, pan wiosłuje. Tak?
– Nietęgo, ale mogę ryzykować.
Więc dodam panu wioślarza. Proszę kierować błękitną.
– A pan?
– Ja prowadzę gondolę.
– Wioślarz niepotrzebny, ja panu pomogę – zawołała Stefcia. Wskoczyła prędko do błękitnej łodzi, biorąc wiosła.
– Pan steruje, ja będę wiosłowała, bo nie znam drogi, – są tu podobno jakieś zakręty.
– Ja również nie znam drogi. Przy tym nic nie widzę, taki blask.
– Skandal! możemy sobie powinszować – rzekła panna Rita – ci państwo potopią nas. Une belle chance!.Wiluś, bierz wiosła od tego pana, bo grozi nam katastrofa.
– Ani myślę ustępować. Panno Stefanio, jazda!
Stefcia poruszyła wiosłami, łódź zachybotała się mocniej i brzeg powoli zaczął się oddalać.
– Płyniemy jak na Grand Canale. Patrzcie państwo: czy ordynat nie wygląda na gondoliera? – rzekła hrabianka Paula.
Trestka wzruszył ramionami.
– Chyba dlatego tylko, że stoi na cyplu łodzi, bo zresztą coż więcej?...
– A śmiała postawa, a pewność ruchów, a malowniczość pozy?
– A rozmarzenie w oczach? – dorzuciła panna Rita.
– Już tego to pani nie widzi – zaoponował Trestka.
– Przeczuwam! ...
– Co to! Muzyka? – zawołała Stefcia.
Wszyscy podnieśli głowy.
Od zwierzyńca dolatywały ciche dźwięki strun i nagle buchnął grzmot instrumentów. Odezwała się orkiestra szumną fanfarą, sunąc po falach dźwiękliwie. Masa tonów zgodnym i wspaniałym hejnałem. płynęła ponad lśniącą wodą, bijąc o burty pąsowej i błękitnej łodzi.
Wszystkie twarze uśmiechnęły się, oczy błyszczały wesoło. Chwilę trwała cisza, po czym pytania i wykrzykniki rozległy się jednocześnie:
– Nowa niespodzianka ordynata!
– To głębowicka orkiestra.
Stefcia, rozpromieniona, zdwoiła pęd łódki. W oczach jej błyskały skry.
– Kocham muzykę, ale dla jej miłości nie myślę tonąć.
Panno Stefanio, co pani robi? Wypadniemy! – krzyczał Trestka.
– Nic, nic, panie hrabio. Ja płynę w takt.
– Bylebyśrriy się nie wywrócili w takt. To byłoby mniej zabawne.
Baron Weyher musnął z zadowoleniem swe żółte baczki i rzekł słodko:
– Hrabianka dobrze mówiła, że płyniemy jak na Grand Canale. Oui; c ‘est tres beau, jak spacer dożów.
– Ale gdzież jest doża – spytała Stefcia.
– Tylko ordynat może być takim nowoczesnym dożą – rzekła panna Rita.
Trestka żachnął się.
– Tylko ordynat! zawsze tylko ordynat. Dziwię się, że mu pani dotąd piedestału nie postawiła.
– Składałabym mu hekatomby, gdyby chciał, ale ... nie chce.
– Osobliwa szczerość! ...
– Co oni grają? – spytał Wiluś.
– Powitalną fanfarę dla nas.
– Przedtem, ale teraz coś z motywów ludowych. Wcale ładnie grają.
– Jest ich przecie dwudziestu, to nie byle pozytywka. Mogliby koncerty dawać.
– A wszystko młodzi chłopcy w strojach narodowych. To już innowacja ordynata, dawniej podobno muzykanci chodzili we frakach i byli przeważnie cudzoziemcami.
– Ordynat wiele wprowadził nowości – zauważył baron.
– O tak! Głębowicze są nie do poznania– potwierdziła panna Rita. – Nie mówię o rezydencji, lecz o całym w ogóle urządzeniu. Organizacja majątku znakomita. Ordynat ma już wielkie zasługi obywatelskie, choć taki młody.
– Zasługi obywatelskie polegające na urządzeniu orkiestry włościańskiej? - wtrącił złośliwie Trestka.
Stefcia rozgniewała się.
– A chociażby nawet! To zasługa, że popiera sztukę na miejscu, w kraju, zamiast szukać obcych cudaków we frakach.
– Doprawdy ... Voyons! myślałem, że pani pasjami lubi fraki – szydził Trestka.
– Jeśli to miał być dowcip, to się panu nie udał – odcięła się Stefcia.
Trestka spojrzał na nią. obrażony.
– Dobrze! ale co właściwie widzą panie tak krańcowo obywatelskiego w ordynacie?
Panna Rita o mało nie podskoczyła.
– Co? pan się pyta? Więc chyba pan nie zna Głębowicz i ich urządzeń. Ale niechże pan zajrzy do wewnętrznej administracji, do fabryk, do tej samej szkoły i ochronki, którą pan dziś zwiedzał. Już nie mówię o gospodarstwie rolnym. Czyż pan nie widzi, jakie tam wszystko kulturalne, postępowe?
– Pardon! to robią pieniądze. Proszę mi dać miliony ordynata, a dokażę tego samego!
– O panie! gdybyś pan miał te majątki, zrobiłbyś z nich jaką Szwabię lub drugą Brazylię, gdzie byłby stek włóczęgów z całego świata, Miliony przegrałbyś pan w bakarata. Co tu mówić! właśnie zasługą ordynata jest popieranie przemysłu w kraju. On podtrzymuje dobrobyt, dając zarobek tysiącom ludzi. W jego fabrykach i dobrach nie ma ani jednego cudzoziemca, a mimo to kultura i postęp kwitną, jest ogólne zadowolenie tych mas ludzkich, nicnasyconych uigdy, według opinii publicznej. A niech pan policzy szkoły zakładane przez ordynata, jego dbałość o oświatę ludu, a szpitale, a ochronki dla dzieci i starców, a warsztaty dla uczących się rzemieślników? Gdzie pan to więcej znajdzie u naszych magnatów? A rolnictwo. Niech pan zobaczy gospodarstwa włościańskie w dobrach ordynata, czy tam już socha ma zastosowanie? Włościanie tu są ludźmi stosunkowo ucywilizowanymi; w przyszłości analfabetów wśród nich nie będzie, bo staraniem ordynata dzieci mają się gdzie uczyć. On młodzież włościańską i ze swej służby wysyła do niższych szkół agronomicznych w kraju, sam przyjmuje na praktykę inteligentnych, młodych rolników i urabia ich na swoją modłę. >

CDN.

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji