nr. 93
VICTORIA, BC,
Grudzień 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
w Victorii
zapraszają


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E.Nawrotowski-
Pokój ludziom

dobrej woli

T.Celano -
Szopka

sw. Franciszka

E.Caputa-
Szopka

krakowska

W.Widział-
Wigilia


O tym jak
kruk

legenda eskimoska

A.Odyniec.
Wigilie Mickiewicza


J.Nyka-
Giewont


L.Wilczyński-
Gęsiego
na Dhaulagiri

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 46

Rozmaitości

Indeks autorów

Antoni Odyniec

Wigilie Mickiewicza




Wigilia narodzin
W wieczór wigilijny dwieście lat temu, stało nad ziemią nowogrodzką cichą i białą, niebo gęsto nabite gwiazdami. Takie niebo bywa zimą tylko w Polsce. Pod takim niebem przyszedł owej nocy na świat Adam Mickiewicz.
Bóg wybrał tę świętą porę, jak wybrał i wyróżnił człowieka. Ludzie długo niepodejrzewający niebieskich przeznaczeń, zapomnieli gdzie zaczęły się one spełniać. Gdy dziecko urodzone 24 grudnia 1798 roku stało się własnością narodu „miodem i mlekiem i żółcią i krwią duchową” według słów Krasińskiego – powstał spór o miejsce urodzin. Jest to spór nierozstrzygnięty, jak spór o miasto rodzinne Homera.
Nie podobna dziś powiedzieć czy to się stało w Nowogródku, gdzie drugiemu synowi Mikołaja Mickiewicza i Barbary z Majewskich nadano na chrzcie imiona Adam Bernard, czy w Zaosiu, folwarku odległym o 5 mil od tego miasta, czy w ubogiej karczmie przydrożnej między Nowogródkiem i Zaosiem. Tę ostatnią wiadomość przekazał najstarszy brat poety, Franciszek. Wydaje się ona najbardziej dostrojona do nocy tak drogiej każdemu chrześcijańskiemu i polskiemu sercu.
Jeden z młodszych braci, Aleksander, zachował, że położną przy narodzinach poety „babką” jak się mówi w tamtych stronach – „była szlachcianka Mołodecka”. Ona to chcąc Adama przeznaczyć na rozumnego, użyła książki, na której obcięła pępek dziecka”. Taka piękna i pełna cudowności była pierwsza wigilia Mickiewicza.


Wigilie „sielskie anielskie”
Nie doszła nas wieść o wigiliach rodzinnych w Nowogródku i Zaosiu należącym do krewnych i zarządzanym przez pana Mikołaja, komornika mińskiego i nowogródzkiego adwokata. Ale w nazwaniu przez samego poetę swego dzieciństwa „sielskim anielskim”, w cudownie czułym pozdrowieniu „kraju lat dziecinnych”, które zawiera epilog do „Pana Tadeusza” – zachowała się atmosfera tamtych wigilii, zachował się tamten koloryt.
Były to na pewno i święta tradycyjne, wiejskie, bo Nowogródek także, choć niby miasteczko, nie różnił się od okolicznych wsi, dworów i zaścianków. Święta promieniujące ciepłem rodzinnym, bo rodzice żyli bogobojnie, i jak świadczy Franciszek Mickiewicz „cały powiat ich szanował”, chociaż przez urodzenie i nieszczęśliwe przypadki wojenne do rzędu niebogatej szlachty należeli.. Święta przesiąknięte światłem wzniosłego symbolu, religijnością żarliwą, którą matka wpoiła na całe życie genialnemu synowi. Święta śpiewne, bo na całe życie pozostała w poecie miłość kolędy. Święta bliskie ziemi, ludu i ludowego obyczaju, może okraszona bajaniem służącego Błażeja, którego ojciec nazywał Ulissem, piosenkami dziewczyny wiejskiej, która była pierwszą nauczycielką poety.
Wigilie nowogródzkie dochowały też na pewno pradawnego obrzędu. Po kilkudziesięciu latach Armand Levy, opisując swojej matce wrażenia z domu Mickiewicza, napisze: „nie było ani jednej potrawy po francusku, wszystko było przyprawione zwyczajem krajowym”.
Wśród innych na pewno przyrządzano potrawę z łuszczonych ziaren pszenicy, miodu i tartego maku. Od niej poeta do końca życia, jak świadczy Niewiarowicz, nazywał wilię z litewska „kucią” wymawiając to słowo miękko, śpiewnie i z wileńska.


Wigilia w więzieniu
Były wśród tych wigilii dziecinnych, chłopięcych i młodzieńczych – wigilie smutne. Rzewny smutek otaczał czyste nakrycie przy stole po śmierci najmłodszego czwartego brata, z którym w rodzinie wiązano największe nadzieje. Smutek przejmujący unosił się nad wigilią 1812 roku: przybyło drugie puste miejsce po ojcu poety, byłym kościuszkowskim żołnierzu, a w pamięci tkwił boleśnie niedawny odwrót rozbitków armii Napoleona spod Moskwy. Smutek rozdzierający stał nad wigilią 1820 roku, na której brakowało już światła matczynej dobroci.
Ale najbardziej od wilii domowych odstawał nastrojem wigilijny wieczór w 1823 roku spędzony w więzieniu w Wilnie. Od kilku lat dyplomowany nauczyciel, autor Ballad i romansów, IV części „Dziadów” i „Grażyny” uznany przez młodzież uniwersytecką za największego wśród niej poetę – został Mickiewicz uwięziony z wielu innymi za należenie do patriotycznych związków studenckich.
Cela Mickiewicza w klasztorze Bazylianów była najdalsza, przytykała do muru kościoła przy ulicy Ostrobramskiej. Gdy w niej zamknięto chorego poetę, zionęła przeraźliwym zimnem. Ale z czasem stała się miejscem spotkań nocnych ”synodów” jak pisał Tomasz Zan, przywódca młodocianych „zbrodniarzy” i główny oskarżony.
Inny współwięzień tak wspomina te spotkania: „Za więzieniem była zima, mrozy i grożący nam wszystkim Sybir. W więzieniu na schodach panowała wiosna i nadzieja w przyszłość…Az do świtu przepędzaliśmy noce na rozmowie cichej, ale smutnej. Frejend przyrządzał herbatę i rozśmieszał. Kto dniem pierwej był wołany na śledztwo, przynosił nowiny, jakie uzbierał w Sali i na ulicy.”
W takim otoczeniu i nastroju przyszedł święty wieczór: „ Z jutrzni w Noc Bożego Narodzenia” – wspomina Domejko – „dochodziła nas przy wtórowaniu dalekiego organu przytłumiona pieśń „Przybieżeli pastuszkowie”, która to pieśń przenosiła nas w progi domowe, gdzie po nas matki i siostry płakały.”
Taka była ostatnia Wigilia Mickiewicza w ojczyźnie.


Wigilia w Rosji
Po długim śledztwie, w połowie następnego roku Mickiewicz został skazany na wygnanie do Rosji.
Do kraju wrócił już tylko jeden raz i na krótko w roku 1831, nie na rodzinną Litwę, ale w Poznańskie.
Z wigilii na obcej ziemi pierwsza w Petersburgu była samotna. Na drugą w Moskwie padł cień procesu Dekabrystów, wśród których Mickiewicz miał przyjaciół. W przeddzień trzeciej spędzonej w tym samym mieście wyszły w druku „Sonety krymskie” najbardziej pamiętna była czwarta w roku 1827 spędzona w Petersburgu, dokąd Mickiewicz przybył, aby wydać Konrada Wallenroda.
W dzień wigilijny zaproszono go na kucję składkową. Brało w niej udział czterdzieści osób, a wśród nich znakomici malarze Orłowski, Oleszkiewicz. Otaczała wtedy Mickiewicza sława wielkiego poety i sława improwizatora podlegającego niespodziewanym, a cudownym natchnieniom. W arystokratycznych salonach i na zebraniach literackich Moskwy improwizował wiele razy, ale nigdy po rosyjsku, zawsze po francusku.
Na tej zbiorowej wilii naszło Mickiewicza jedno z największych uniesień poetyckich: na podany temat rodziny Zborowskich zaimprowizował - całą tragedię. Przez bite dwie godziny „wiersze pełne, dźwięczne, poprawne, a niekiedy jak piorun rażące płynęły niepowstrzymanym pędem z ust mówiącego.”
Pod tym wrażeniem Orłowski na poczekaniu narysował scenę przedstawiającą dwór Zygmunta III. Natchnęło to poetę do drugiej improwizacji. Ożywił w niej scenę z rysunku, zbudził przedstawionych ludzi, kazał im mówić żywymi głosami, jękiem odległego czasu.
Odpowiedział mu okrzyk nieopisanego entuzjazmu: „Górą Litwa, górą Litwa…” „Przytomni nie wiedzieli”- opowiada świadek - …”czy żyją na tym podole trosk, czy uniesieni w wyższe sfery, za krańce widzialnego świata”.
Echo tej improwizacji dobiegło do Warszawy i dotarło aż na dwór carski. Policja prowadziła śledztwo i spisywała raporty. Mickiewicz o mało nie przepłacił Sybirem tego zuchwałego wzlotu natchnienia.


Wigilia Konrada
Nie dziwne, że gdy dwa lata później udało się uzyskać zgodę władz rosyjskich, poeta wyjechał na Zachód unosząc ze sobą głęboką i gorzką znajomość Rosji. Po zgnieceniu przez nią Powstania Listopadowego, w Dreźnie, W roku 1832 przeżył największy wstrząs poetycki: w ciągu jednej nocy napisał “Wielką Improwizację”, wokół której plotły się sceny III części „Dziadów”.
Była to noc wigilijna przeniesiona z życia do poezji, z bazyliańskiej celi na szczyty natchnienia. W tę noc kazał poeta umrzeć w sobie Gustawowi, człowiekowi prywatnemu, narodzić się Konradowi, który mówi o sobie „ja i ojczyzna, to jedno”. Kazał mu doznać uczucia najwyższej potęgi twórczej, przeżyć cały ból miłości do narodu, wyzywać Boga za jego cierpienia – i ponieść klęskę.
Kiedy Konrad pada pod ciężarem, którego nie można udźwignąć pychą, ale można unieść pokorą księdza Piotra, jego gotowością do poświęcenia i ofiary, „w bliskim kościele, za ścianą zaczynają śpiewać pieśni Bożego Narodzenia. Nad księdzem Piotrem chór aniołów śpiewa na nutę "Anioł pasterzom mówił”:

Pokój temu domowi
Spoczynek grzesznikowi
Sługo, sługo pokorny cichy
Wnieś pokój w dom pychy
Pokój temu domowi

Ktoś porównał III część „Dziadów” do katedry gotyckiej. Najwyższe sklepienie tej katedry wypełnia śpiew anielski, kolęda zasłyszana w szczęśliwym dzieciństwie, idąca z więzienia trop w trop przez to całe wielkie życie.


Wigilie tułacze
Było ich wiele. Od tej natchnionej nocy wszystkie wigilie przeżył Mickiewicz na emigracji wśród tysięcy wygnańców i tułaczy. Podtrzymywał ich na duchu „księgami pielgrzymstwa przenosił do ukochanej ojczyzny w Panu Tadeuszu dzielił nadzieje i oczekiwania, trud i walkę.
Jednocześnie żył jak jeden z nich. W roku 1834 ożenił się z Cecylią Szymanowską, córką słynnej pianistki. Miał sześcioro dzieci: czterech synów i dwie córki. Mawiał, że w jego domu jest chleb codzienny, ale co do jutrzejszego, to już nic nie wiadomo.
Najstarsza córka Maria Górecka tak zapamiętała wigilię na obczyźnie i tak je opisała najmłodszemu bratu:
Dzień wigilii, na który też przypadały imieniny ojca, u nas najsolenniejszy w roku, w takie mnie wprowadzał wrażenie, że noc całą przepędzałam prawie w gorączce. Rano szliśmy ojcu winszować, składać mu życzenia i podarki, później się zaczynała się cała długa procesja przyjaciół i znajomych, która przez cały dzień trwała bez przestanku.
Wieczorem na stole sianem zasłanym ukazywała się wigilia; na nitce spuszczonej z sufitu wisiała gwiazdka z opłatka i kolebka, które ojciec sam przygotowywał i przesuwały się z nieraz wielką trudnością, pod dozorem mamy przyprawione tradycyjne potrawy. W ostatnich latach, z wielką satysfakcją ojca, znalazła się nawet Żydówka polska, która przychodziła ugotować szczupaka po żydowsku…
W każdą wigilię także, wieczorem dawała się nagle słyszeć za drzwiami kolęda: „ W żłobie leży, któż pobieży, której ojciec z widocznym ożywieniem słuchał, półgłosem wtórując… Byli to przyjaciele i znajomi, którzy zawsze z tą samą, a zawsze miłą występowali niespodzianką. Ojciec dopiero otwierał im drzwi i sam ich śpiewom przewodniczył. Wieczór kończył się ponczem, a jak było więcej gości i ożywienia, tańcami i polonezem, w którym ojciec występował zawsze, powtarzając, że to jedyny taniec piękny, poważny, dla każdego wieku stosowany”…


Wigilia-Improwizacja
Były odstępstwa od tego trybu obchodzenia wigilii, jedna z nich z roku 1840 stała się głośna i długo pamiętana.
Na kilka dni przed Bożym narodzeniem Mickiewicz zaczął wykładać w College de France by o świata w imieniu Polski i Słowiańszczyzny. Witwicki zostawił świadectwo, że tego roku Mickiewicz jadł wigilię w Klubie, gdzie było przeszło 60 gości. Niemcewicz miał mowę bardzo ładną, bo zaczął po prostu od modlitwy; „W dzień wilii narodzin Jezusa Chrystusa Pana Naszego”. Winszował też uroczyście Adamowi i wzniósł jego toast. Adam odpowiadał i słyszę długo i nawet po dwakroć. Prawda, że też był węgrzyn dobry Mycielskiego …generała… z Klubu dużą bandą poszli do Adamostwa…”
Ale najważniejsze zdarzyło się nazajutrz na uczcie u Eustachego Januszkiewicza w obecności kilkudziesięciu osób. Szam Mickiewicz pisał o tym 26 grudnia: „Wezwany przez Słowackiego na improwizację odpowiedziałem z natchnieniem jakiegom od czasu „Dziadów” nigdy nie czuł. Było to dobrze, bo wszyscy ludzie różnych partii rozpłakali się i bardzo nas na chwilę pokochali, wszyscy napełnili się miłością. W tę chwilę duch poezji był ze mną.”
Organizator uczty i główny świadek Januszkiewicz tak na gorąco opisał w liście do narzeczonej szczytową chwilę zebrania:
Cała twarz jego przybrała anielską postać, jakaś dziwna niepojęta światłość otoczyła skronie jego. Wszyscy powstali jakby na widok bóstwa, które przyszło odwiedzić śmiertelnych. A on wypuścił z ust swoich rzekę słów, najpiękniejszych myśli i rymów, a to z taką siłą; gwałtownością i mocą, że nic im wyrównać nie może. Był to pęd niepowstrzymany, który mu oddech tamował. Wszyscy stali w osłupieniu i milczenie było grobowe.
Mickiewicz odpowiadał Słowackiemu. Gadał o powołaniu poety, i skończył, że dla niego jedna droga stąd (z serca) przez miłość – tam (wskazując na niebo) do Boga.
Calej jego improwizacji było z półtorasta wierszy. Skończył, a w tem nastąpiła chwila najuroczystsza dla poety, bo wszyscy na raz jeden zalali się łzami, jeden okrzyk uwielbienia wyrwał się z piersi. Wszyscy padli przed nim na kolana. Jakieś uczucie wzajemnej miłości ogarnęło wszystkie serca. Mało znajomi ściskali się wzajemnie, zaręczali sobie wieczną przyjaźń i poświęcenie. Byli też tacy, co doznali ataku nerwowego i konwulsyjnego uderzenia. Działo się to o drugiej nocy… to pewne, że Mickiewicz nigdy się tak wysoko nie wzniósł i większego nie miał triumfu.


Ostatnia Wigilia na ziemi.
Ale jego życie nie splatało się bynajmniej z triumfów. Ostatnie dziesięć lat były niewypowiedzianie ciężkie. Upadły nadzieje związane z „wiosną ludów” w 1848 roku, z Legionami polskimi, które Mickiewicz organizował we Włoszech do walki „za wolność waszą i naszą”. Zamknięto mu dziennik francuski La Tribune des Peuples, w którym walczył piórem o sprawę wszystkich krajów uciemiężonych, o nowy sprawiedliwy porządek społeczny i polityczny.
W domu panowała nędza> Pensja bibliotekarska Arsenału z trudem starczała na utrzymanie licznej rodziny. Celina Mickiewicz była od wielu lat nieuleczalnie chora
Wigilia 1854 roku była najsmutniejsza ze wszystkich. Żona dogorywała. Poeta żył w całkowitym osamotnieniu. „U nas nikt nie bywa” – pisała córka w listopadzie tego roku. We wspomnieniach zaś zanotowała: „ Na imieniny ojca już nie mogła mama zasiąść z nami do stołu i do jej łóżka poszliśmy się z nią dzielić opłatkiem, którego na ziemi już ani ojciec ani matka przełamać z nami nie mieli.”
W trzy miesiące później umarła żona, w jedenaście sam Mickiewicz zamknął oczy w Konstantynopolu. Złożono go do trumny w futerku, które miał na sobie w czasie tej ostatniej wigilii: ubrany był pan Adam – zapamiętał Norwid – w futerko wytarte, szaraczkowym suknem powleczone, które, skąd w Paryżu można było dostać tej barwy, kroju, podżyłości, pytanie ciekawe, bowiem była to zdaje się kapota, jaką zagonowa szlachta zimą nosi w prowincjach dobrze od Warszawy oddalonych.


Druga Wigilia Konrada
Nie skończyła się wędrówka Mickiewicza> nie skończyło się oddziaływanie jego życia i poezji, całego jego dzieła. Od ostatniej wigilii, od dnia śmierci przenika ona każdą wigilię polską, każdą wigilię polskiego istnienia zbiorowego
Zdarzyło się Mickiewiczowi coś, co nie było udziałem żadnego poety przed nim. Złożono go w tym ubogim futerku – pomiędzy królami. Postawiono mu pomniki. Naród wystawił mu pomnik w sercu. Jego poezja zabłądziła jak chciał, pod strzechy.
Ale najdziwniejsze jest to, że sam Mickiewicz stał się tematem poetyckim. Wyspiański w Legionie z jego życia zbudował wstrząsający dramat. W „Wyzwoleniu” rozprawił się z przemożnym wpływem jego poezji na naród.
W „Wyzwoleniu” także wraca ten Konrad, który narodził się w III części „Dziadów” i staje (w końcu II aktu) na progu domu, w którym widać „niewielką izbę mieszkalną i drzewko ustrojone, zawieszone u stropu. Nad kolebką pochylona matki, ssać daje piersi dzieciątku i kołysze się w takt nuconej kolędy.”
Ta druga wigilia Konrada zamyka koło ziemskich i pośmiertnych wigilii Mickiewicza.
Obraz tej wigilii unosi się dzisiaj nad nami i prowadzi nas przez cudze ziemie i przez ciemność czasu do progu własnego domu – nas, należących do narodu. W którym poeci byli prorokami, a słowo poetów stawało się ciałem i mieszkało między ludźmi. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji